Kategorie
Widzenia Własne

Dlaczego milczymy?

Państwo religijne udaje, że wszystko co robi, robi w trosce o drugiego człowieka i w imię Boże, a wręcz reprezentując Boga. Tak działała w przeszłości inkwizycja, na tym polega obowiązujące w krajach islamskich prawo szariatu. Taki sposób postępowania i myślenia wśród sprawujących władzę kościelną i państwową nie jest związany, jak mogłoby się wydawać, tylko z historią.

Obserwując kolejne inicjatywy poszczególnych ministerstw można zauważyć, że coraz bliżej nam ku temu, abyśmy stali się całkowicie państwem jednowyznaniowym – religijnym. Jeśli u kogoś pobożnego pojawiła się teraz myśl, że to dobrze, bo wreszcie zniknie zło i wyzysk, i powszechne kłamstwo, chcę zauważyć, że się myli. Państwo religijne zobowiązuje do odpowiedniego zachowywania się, a zarządzając strachem zmusza do wypowiadania się zgodnego z obowiązującą nauką. Chęć panowania nad myślami, nad sumieniem, nad duchem człowieka, przy powoływaniu się na Boga, jest obecna także współcześnie, także w naszym kraju.

Zarządzanie strachem

I nie chodzi o to, jakimi współcześnie troskami żyjemy, oprócz pandemii w Polsce. Nie jest istotne, co chce wykrzyczeć protestująca ulica, pytając, kiedy środki antykoncepcyjne w naszym kraju będą powszechnie sprzedawane. Albo pytając, czy za skorzystanie z metody in vitro ktoś, kto dzięki niej wychowuje upragnione i kochane dziecko, otrzyma karę. Nie chodzi o to, czy niektóre media otrzymają większe wsparcie. Nie chodzi też o to, czy będzie dopuszczalna aborcja czy eutanazja w określonych i doprecyzowanych sytuacjach albo czy związki partnerskie będą tolerowane. Pytając jednak o to wszystko, a także stawiając inne pytania, które pojawiają się w naszych myślach i sercach, stwierdzić trzeba, że jeśli nie zmienimy społecznego i ekumenicznego – w ramach swoich wyznaniowych społeczności – przyzwolenia na zmiany zachodzące w naszym kraju, to i tak prędzej czy później to, o co pytamy, zostanie zabronione i w konsekwencji osądzone.

Od wielu lat toczy się w Polsce walka o ukształtowanie w przyszłości innego polskiego państwa, zbudowanego na nowych zasadach. Chodzi o narzucenie jednego narodowo-rzymskokatolickiego toku myślenia i wychowania przyszłego społeczeństwa. Liczy się bowiem właśnie przyszłość. Nie jest ważne, czym obecnie zajmują się media i uliczne demonstracje. Jeszcze mogą sobie protestować. Niech się wykrzyczą. Ważne jest to, jak za kilka, kilkanaście lat będzie ukształtowane prawo, jak w powszechnych sądach sędziowie będą orzekali – w imię Boga i narodu. Ważne jest, jakie treści, jak formułowane i przekazywane będą w obowiązujących podręcznikach. Z jakim przekazem religijnym, historycznym i edukacyjnym tworzyć będzie się filmy dokumentalne i fabularne, itd. Ważne jest, jak w przyszłości zarządzać się będzie strachem i niepewnością obywateli.

Prawa religijnych mniejszości

To jest ważne dla posiadających dzisiaj władzę. Oddać jak największą przestrzeń do działania najważniejszemu Kościołowi, jego nauce i zasadom z niej wynikających i jego organizacjom. Zarządzający wierzą, że pracują na przyszłe życie wieczne, zdobywając zasługi u Boga. Nad tym się teraz powszechnie pracuje. Już wyraźnie to widać, nie da się tego dłużej ukrywać czy kamuflować. Wystarczy obejrzeć informacyjne programy publicznej telewizji. Naszym obecnie rządzącym politykom (w większości) i hierarchom Kościoła Rzymskokatolickiego (w większości) nie pasuje, że jesteśmy członkami Unii Europejskiej. Zapewne jej organizacja i tworzone prawo nie są idealne czy doskonałe. To fakt. Ale dzięki temu członkostwu jeszcze jesteśmy częścią większej wspólnoty szanującej prawa i wolności każdego człowieka, w tym prawa mniejszości religijnych. A do takiej malusieńkiej mniejszości, my – jako ewangelicy w Polsce – się zaliczamy.

Polska idealna?

Z punktu widzenia konserwatywnych rządzących, działających we współczesności dla kościelnego królestwa, którzy myślą o przyszłości Polski oraz jej nowym ustroju i kształcie w przyszłych latach, mniej jest ważne to, co dzisiaj dzieje się w kraju. Na przykład, że społeczeństwo nie wyraża zgody na ukościelnianie całego narodu. Mało istotne jest, że dzięki członkostwu w UE rozwijamy się, posiadamy równe prawa. Wydaje się, że raczej przeszkadza wielu będącym u władzy ten niezależny duch panujący w Unii i świadomość tego, że jest jeszcze instytucja, która może wesprzeć, do której można się odwołać, która może wstawić się za zagubionym i coraz bardziej zastraszonym Polakiem. Zatem w sferze informacji publicznej robi się jak najwięcej, aby Unię Europejską ośmieszyć i umniejszyć. I dążyć do tego, nawet składając oświadczenia, że tak nie jest, by jak najszybciej z niej wystąpić bądź najlepiej by było – zostać z niej wyrzuconym. I móc wreszcie „samodzielnie, narodowo, bo po Bożemu, jak Kościół przykazał”, nie zważając na nikogo, bez zewnętrznych przeszkód i pytań, ukształtować wreszcie idealną Polskę. Kraj, którego mieszkańcami już nikt się nie będzie mógł interesować. Polskę zamkniętą, jednego narodu i wyznania, patriotyczną i praktykującą. Chodzi o to, by w bliżej nieokreślonej przyszłości doprowadzić do tego, aby nauka i zasady jednego tylko Kościoła kształtowały sumienia i obowiązujące prawo, i miały wpływ na sędziowskie orzeczenia, i na życie przeciętnego obywatela. Warto przypomnieć, że Europa już to w przeszłości przerabiała.

Troska o przyszłość

W naszym kraju po trzydziestu, czterdziestu latach od przemian ustrojowych, wychowano już sobie ludzi umiejących wpływać na myślenie drugich, ukształtowano działaczy, ich sumienia i ich oddanie, którzy wpływają na tworzoną, w różnych przestrzeniach życia politycznego i społecznego, nową rzeczywistość. Na tworzone prawo, na interpretowanie wartości, które według ich mocodawców powinny być priorytetowe. Dzieje się to powoli, ale systematycznie już od lat. Kształtując nową, za niedługo powszechnie obowiązującą jedynokościelno-jednonarodową tożsamość. Od której będzie bardzo trudno powrócić do stanu obecnego.

W naszym Kościele przeżywamy Rok tożsamości luterańskiej. Prawdą jest, że ważne jest dla naszego reformacyjnego Kościoła wychowanie pokoleń w prawdzie i wiedzy historycznej. Pamiętajmy, że Słowo Boże było i jest obecnie, i w przyszłości będzie jedynym drogowskazem dla naszego działania. Ale ważna też powinna być nasza ziemska przyszłość. Nie przetrwamy przywołując tylko dawne dzieje i wspaniałą historię, kiedy to zrozumieliśmy ważność i wyjątkowość Słowa Bożego. Trzeba troszczyć się o przyszłość. Nie rozumiem naszego wycofania, bojaźni i przyzwolenia na degradowanie naszej przyszłości. I nie chce mi się wierzyć, że tylko ja zauważam konsekwentne, za pomocą tworzonego prawa, ale i społecznego obyczaju nieekumeniczne wyzbywanie nas z własnej ewangelickiej tożsamości i radości życia w wolnej ojczyźnie. Może jestem w błędzie, oby. Historia da na to odpowiedz.

„Zwiastun Ewangelicki” 5/2021