www.lasowice.eu



"Na powiat patrzę przyszłościowo i realnie"
Powiat kluczborski, gmina Lasowice Wielkie
ks. Ryszard Pieron
Agnieszka Szyniec w rozmowie z bezpartyjnym kandydatem w wyborach samorządowych 2006 do Rady Powiatu w Kluczborku - ks. Ryszardem Pieronem, proboszczem Parafii Ewangelicko-Augsburskiej Lasowice Wielkie, założycielem i prowadzącym Lasowicki Dom Tolerancji i Kultury w Lasowicach Małych, inicjatorem wielu innych przedsięwzięć nie tylko w regionie kluczborsko-oleskim.

Agnieszka Szyniec: Dlaczego zdecydował ksiądz kandydować na radnego powiatu?

ks. Ryszard Pieron: Przede wszystkim po to, by wzmóc pozycję gminy Lasowice Wielkie w obecnych strukturach samorządowych na tym szczeblu. Innymi słowy, by uaktywnić bardziej działalność już zapoczątkowaną, ale też tworzyć warunki, leżące w gestii powiatu, zachęcające do podejmowania inicjatyw skutkujących tak podniesieniem rangi regionu, jak i poziomem życia wszystkich mieszkańców.

Ale czy do tego potrzebne jest zasiadanie w tej radzie? Wiele przedsięwzięć można przecież inicjować, potocznie rzecz ujmując - "oddolnie", czego chyba najlepszym przykładem jest Lasowicki Dom Tolerancji i Kultury.

Owszem, lecz nie po to istnieje samorząd, ażeby szedł swoim torem. Tu potrzebna jest zacieśniona współpraca - samorząd i lokalne społeczności to powinna być zwarta jedność. I tylko w takim stanie działania przynosić będą obopólne korzyści. Dzisiaj bywa z tym różnie.

Ma ksiądz na myśli sytuację odmowy udzielenia dofinansowania przez radę powiatu kluczborskiego początków, dodajmy - jakże trudnych początków, Lasowickiego Domu Tolerancji i Kultury?

Zapomnijmy o tamtym zdarzeniu.

Lecz przecież i gmina, i województwo, potrafiły wesprzeć tą działalność.

Zgadza się, obowiązujące wówczas, jak i obecnie, rozwiązania prawne nie przeszkadzały w udzieleniu choćby najskromniejszego dofinansowania przez powiat, tym bardziej, że zgodnie z ideą LDTiK jest otwarty dla wszystkich - nie ma tu żadnego znaczenia kwestia zamieszkania, czy już w ogóle - wyznania. Jak to kiedyś śpiewała Majka Jeżowska: "Wszystkie dzieci nasze są".
Jednakże trzeba w tym momencie zauważyć, że dzięki samorządowcom powiatu kluczborskiego udało się zainteresować tematem tworzenia Lasowickiego Domu Tolerancji i Kultury grupę osób z Niemiec, którym niezwykle spodobała się ta inicjatywa. W ślad za czym otrzymaliśmy konkretną pomoc i nie ma co ukrywać, że współpraca z partnerami niemieckimi zdaje się być wciąż rozwojowa.

Lasowicki Dom Tolerancji i Kultury to przysłowiowa "studnia bez dna"?

Trzeba się rozwijać, a to wiadomo - wymaga nakładów. Lecz nie ma co narzekać. Tu trzeba patrzeć na korzyści z tego płynące. Ich nie da się przeliczyć na wartość pieniężną, dlatego trudno je zbilansować. Moim zdaniem zadowolenie dzieci i młodzieży korzystających z Domu jest daleko bardziej cenniejsze, aniżeli środki włożone w tą działalność.

I przy okazji promocja powiatu. Wracamy więc do punktu wyjścia.

Promocja gminy, powiatu, województwa, Górnego Śląska. Lecz proszę na to spojrzeć jak na obrót gospodarczy. LDTiK to tylko cząstka sfery kulturowej i społecznej włączona w obieg. Obieg, który powinien się napędzać jedynie danymi mu odpowiednio warunkami. Oczywiście te warunki to też może być wsparcie finansowe startu, lecz niekoniecznie wprost, ale np. poprzez pomoc w sięgnięciu po fundusze strukturalne czy inne, celowe dopłaty. Przy czym, co ważne, pomocy tej zupełnie nie należy rozumieć jako ograniczonej do wskazania zainteresowanemu adresów jednostek zajmujących się pisaniem biznes planów.
Samorządowcy - w granicach swoich kompetencji - powinni baczniej przyglądać się temu, co dzieje się na ich obszarze, a nie tylko skupiać się na realizacji obligatoryjnych, ściśle skatalogowanych zadań. Bo to spycha jakże głębokie pojęcie samorządu tylko do roli urzędu, a powiedzmy wprost - do budynku urzędu. Zaś powołane kompetencje tak naprawdę pozostają zupełnie niewykorzystane.
W moim rozumieniu, i z czym "idę do powiatu", samorządowcy - oprócz wcześniej wspomnianego tworzenia pola do działania - powinni orientować się w potrzebach, zwłaszcza tych przyszłościowych, lokalnych społeczności i zarazem wychwytywać wszelkie podejmowane tam, "na dole", inicjatywy. Później pozostaje tylko włączyć je w ten obieg.
Można nawet przy tym "przeciąć wstęgę", ale niech to nie będzie wydarzenie medialne, a szczere, to jest takie, na które i po upływie jakiegoś czasu będzie można patrzyć z dumą. Zwłaszcza, jeżeli okaże się ono kolejnym elementem, wespół z innymi wpływającym na rozwój regionu.

Co ksiądz rozumie pod pojęciem "rozwój regionu"?

Często pojęcie to mierzy się różnymi wskaźnikami, zestawianymi następnie w różnorakie rankingi. To może i też, lecz na pewno nie w pierwszej kolejności.
Rozwój regionu to jego zwarta, aktywna społeczność, czynnie współuczestnicząca w zarządzaniu nim, ale też wspólnie czerpiąca z tego korzyści. Czego pochodną, jak najbardziej, może być wysokie miejsce w zestawieniach porównawczych.
Tak, jak wcześniej wspomniałem: to nie rada danego szczebla powinna rządzić, tylko mieszkańcy. Radni powinni to tylko wychwycić, ubrać w odpowiednie ramy, szeroko skonsultować i pomóc we wdrożeniu.
Co do aktywności społecznej trzeba poruszyć jeszcze jeden, istotny wątek: nie powinna się ona kończyć, zwłaszcza na Śląsku Opolskim, na wyszukaniu miejsca pracy dla młodego, wychowanego tutaj człowieka, za Odrą i Nysą Łużycką. To tu, na miejscu, powinna być możliwość takiej egzystencji, która nie będzie zmuszała do emigracji zarobkowej, okupionej jakże niekorzystnymi zjawiskami, zwłaszcza w sferze rodzinnej.
Ale powiedzmy sobie otwarcie: na szczeblu powiatu, ani też przez jedną kadencję, tego nie zrobimy. Mało tego, mogłoby to dziś zostać poczytane jako wyrządzanie krzywdy młodym ludziom.
Z drugiej strony korzystnym wydaje się, że zarobione w Niemczech pieniądze generalnie wydawane są u nas. Lecz mimo wszystko - choć to może wydawać się utopijne - jestem zdania, że należy próbować uczynić, zwłaszcza pod kątem młodzieży, warunki zaspokajania ich wszystkich potrzeb, w tym więc przede wszystkim zarobkowej, w ich własnej, "małej ojczyźnie".

To wydaje się być bardzo górnolotna idea.

Dlatego powiedziałem, że trzeba przy tym wiedzieć, co w czyich leży kompetencjach, aby nie porywać się na rzeczy - ani tym bardziej ich nie obiecywać - które poza nie wykraczają. Po pierwsze więc startując do danego organu trzeba być zorientowanym w zakresie jego faktycznych możliwości, zwłaszcza prawnych. Po wtóre - trzeba posiadać rozpoznanie wszelkich innych czynników zewnętrznych, czyli otoczenia, rzutujących na tą działalność.
Struktura powiatowa ma określone pole do działania i właśnie w tym zakresie trzeba to wykorzystywać. Powtórzę się, że nie obejdzie się przy tym bez wzajemnego zrozumienia i współdziałania. I to od samego dołu.
Na już niezbędne jest zacieśnienie współpracy gmin - dzisiaj niejedna z nich traci na tym, że podejmuje działania autonomicznie. I tu już jest rola powiatu, jako koordynatora. Ale też same powiaty nie powinny zamykać się w swoich granicach - może czasem wartałoby zrobić coś wspólnie z powiatem ościennym?
Współpraca ta nie powinna jednakże dotyczyć tylko szczebla samorządowego. Ona musi wychodzić już od najmniejszych środowisk, i istnieć na wszelkich płaszczyznach. Czego przykładem - myślę, że bardzo dobrym - niech będzie coraz bardziej zacieśniające się partnerstwo parafialne. W Lasowicach Małych - co może wydawać się niektórym niemożliwe - nie odbędzie się lokalna uroczystość bez wspólnego udziału mojego i ks. Krzysztofa Trembeckiego - proboszcza katolickiej parafii Kuniów, do której przynależy miejscowy filiał. Jest tak, bo nie robimy nic dla siebie, a dla dobra wszystkich. I tak to trzeba pojmować.

Co ksiądz sądzi o dokonaniach radnych powiatu kluczborskiego mijającej kadencji?

W upływającej kadencji wypłynęła szczególnie sprawa losów szpitala powiatowego w Kluczborku. Moim zdaniem, co powiat w tej sprawie mógł, to zrobił. I tu już trzeba nawiązać do poprzedniego: system opieki zdrowotnej i ubezpieczeń to póki co domena rządu. Naturalnie w zaistniałej sytuacji można było jednym pociągnięciem zniwelować ciężar niedociągnięć tego systemu (zresztą nie tylko tego), który przerzucono na barki samorządów, i po prostu przelać cały budżet powiatu na ratowanie tej placówki. Tylko że wtedy trzeba by zamknąć szkoły średnie, bo na ich utrzymanie już by nie starczyło.
A teraz na dniach wypłynęła sprawa przygotowywanej przez ministerstwo zdrowia listy szpitali przeznaczonych do likwidacji. Pytanie, czy będzie na niej szpital kluczborski? A jeżeli tak, to jak na to powinien zareagować powiat?
Zdrowie ludzkie jest najważniejsze. A zatem liczy się nie tylko gęstość sieci placówek medycznych, ale też i jakość świadczonych przez nie usług. Osobiście jestem zdania, że szpital w Kluczborku powinien istnieć; zastrzeżeń też nie powinien budzić poziom jego działalności. Lecz konkurencyjność ośrodków opieki zdrowotnej na rynku usług medycznych nie może wynikać z wysokości udzielonych im dofinansowań, zwłaszcza tych samorządowych, które tak naprawdę stanowią tylko różnicę tego, czego one same nie mogą lub nie potrafią (najczęściej to pierwsze) - wobec zewnętrznych obwarowań - zarobić.
Powiatowi najpewniej przyjdzie dalej zmagać się z tą sytuacją, gdyż - patrząc realnie - sam w obecnych warunkach jest za słabą jednostką, by ją docelowo rozwiązać.

Skoro przeszliśmy do - jak to ksiądz określił - skatalogowanych zadań powiatu, co ksiądz sądzi o szkolnictwie powiatowym? W szczególności czy nie przydałaby się w powiecie kluczborskim wyższa uczelnia?

Naturalnie dobrze by było mieć u siebie filię jakiejś, najlepiej prestiżowej uczelni: politechniki czy uniwersytetu. Lecz myślę, że w tym przypadku najważniejsza jest jakość kształcenia. Muszę więc odpowiedzieć pytaniem: czy taki ośrodek zamiejscowy będzie należycie doposażony, czy zapewni taki sam poziom edukacji, jak jednostka macierzysta? A przy okazji, co może jest już sprawą pomniejszej rangi, ale jednak chyba dość dla studentów istotną - czy wokół takiej oderwanej od kompleksu uczelnianej filii jest w stanie wytworzyć się cała ta atmosfera studiowania, niesiona później - nierzadko nostalgicznie - przez całe życie chyba przez każdego studenta? Ona przecież nie dotyczy tylko spraw rozrywki, jak to się czasami błędnie pojmuje, ale też kultury, możliwości uczestnictwa w różnych wydarzeniach naukowych, wzajemnej pomocy w nauce.

A w pozostałych obszarach działania powiatu?

Nie można mieć większych zastrzeżeń do sfery edukacji na poziomie średnim, choć niepokój budzi wskroś niski poziom zdawalności matury. Czy jednak ktoś próbował odpowiedzieć sobie na pytane o przyczyny tego stanu rzeczy, by móc wyciągnąć z tego odpowiednie wnioski dla podjęcia kontrakcji?
Nie zmienimy elementów leżących w gestii MEN, mamy za to wpływ na pomoc uczniom. Od razu uprzedzam, że nie będę komentował sprawy stypendiów unijnych w bieżącym roku w powiecie kluczborskim, zresztą nie tylko w tym, ale zwrócę uwagę na - wydaje się przyziemny - aspekt leżący w naszych możliwościach.
Wielu nauczycieli jest chętnych do pomocy uczniom, którzy po prostu - z różnych przyczyn - radzą sobie gorzej w nauce. Oni sami zaś - co da się zrozumieć - nie zawsze chętnie będą artykułować ten stan. Trzeba więc wspomóc w konfrontacji tych stron, czego doskonałe efekty można oglądać w Lasowickim Domu Tolerancji i Kultury.
Programy szkolne programami, ale doświadczenie naszego Domu pokazało, że ważniejsze może się okazać podejście do ucznia. Nie bez znaczenia pozostają tu też pomoce naukowe, zwłaszcza te, na zakup których nie wszyscy rodzice mogą sobie pozwolić. Te też powoli w LDTiK gromadzimy. Tak więc na edukację mamy już, jak to się mówi, na własnej skórze sprawdzone, skuteczne rozwiązania. Właśnie poprzez powiat można je doskonale przełożyć na inne, lokalne środowiska.
Podobnie w sprawach sfery kulturowej. Lecz tak, jak wspominałem wcześniej, nie róbmy wszystkiego wszędzie. Bo wtedy jest każdemu po trochu, w efekcie czego każdy działa "na pół gwizdka". Posiadany potencjał trzeba wykorzystywać prężnie i racjonalnie. Ja w Lasowickim Domu Tolerancji i Kultury widzę miejsce nie tylko dla dzieci i młodzieży z całej gminy Lasowice Wielkie.

Bliskość miejsca jest chyba jednak ważna?

Oczywiście że tak, ale tu trzeba wyważać wszystkie racje. W przypadku małych dzieci jak najbardziej, ale te starsze i młodzież już cechują się określoną samodzielnością i im niezbędny jest kontakt z szerszym kręgiem rówieśników. W większej grupie spotykać się będzie więcej wzorców, co pozwoli na nabycie większych doświadczeń.

Właśnie, a co ksiądz sądzi o wynikającej z tego mobilności wewnątrz powiatu?

To znaczy?

O możliwościach sprawnego przemieszczania się pomiędzy poszczególnymi wioskami, miastami.

Rozumiem już. Prowadząc zajęcia z młodymi ludźmi niejednokrotnie odwożę ich później osobiście do domów, bowiem na środki transportu publicznego nie mają co liczyć. Mimo że generalnie w powiecie trudno znaleźć gospodarstwo, które nie dysponowałoby własnym samochodem, to jednak - zwłaszcza dla młodzieży, ale też ludzi starszych - słaby transport publiczny jest pewną bolączką. Z ramienia powiatu niewiele w tej sprawie można zrobić: kolej regionalna należy do zadań województwa, a transport lokalny - do gmin. Pomiędzy tym stoją rozwiązana prawne, jak na razie poniekąd monopolizujące te dziedziny życia.
Ale i w tej sprawie należy przynajmniej próbować coś zrobić, także na szczeblu powiatu, gdyż dobry transport niezbędny jest dla chyba najważniejszego sektora, który jest w stanie w tym powiecie się rozwinąć - turystyki.

Właśnie, szczątki przemysłu padły, rolnictwo wcale też nie najlepiej przędzie...

Trzeba więc wchodzić aktywnie w ten kierunek, który jest podstawą społeczeństw rozwiniętych, czyli usługi. Pośród nich w szczególności, ku czemu dysponujemy przecież doskonałymi walorami, jest turystyka. Może i dużo się o niej w regionie pisze i mówi, tylko że jak na razie nie trafia to do tych, których najbardziej tu oczekujemy, czyli turystów. Przynajmniej nie na taką skalę, jaką można by tu osiągnąć.
Nie oszukujmy się - centrum bankowości czy tym podobnych biznesów nigdy z Kluczborka nie będzie, nie powstanie tu też z pewnością ani regionalne lotnisko, ani kompleks logistyczny. Tym bardziej więc trzeba rozwijać się w dziedzinie, w której posiada się największe atrybuty i realne szanse rozwoju.

Dużo się o turystyce mówi i pisze, ale może tak naprawdę wcale się nie chce u siebie turystów?

Tak nie można mówić. Bo wracamy do wątku, że w wieku 15 lat zapis do szkoły kształcącej młodzież na potrzeby gospodarki holenderskiej, 18 lat - wyjazd. Oczywiście - jak jest taka potrzeba, niech i to rozwiązanie funkcjonuje. Ale niech ono będzie tylko uzupełnieniem, jedną z możliwości wyboru, a nie koniecznością.
Spójrzmy w przyszłość, jednakowo tych, którzy mają możliwość i chcą wyjechać, ale też tych, którzy chcą pozostać i rozwijać się "na swoim".
Z powiatem to jest tak: mamy pod sobą szkoły - dajemy im tyle, mamy szpitale - to im tyle, drogi, itd., a turystyka? Wprost zapisane nie mamy, więc to nas nie dotyczy. Nic bardziej błędnego! Bo to właśnie mamy w pierwszej kolejności! To jest właśnie element, który wygeneruje nam środki na pozostałe, niech nawet będzie, że obligatoryjne zadania, które wówczas będą mogły funkcjonować pod patronatem powiatu, a nie dzięki jego utrzymaniu.
Podobnie rzecz należy rozumieć w zakresie działalności gospodarczej. Gmina Kluczbork próbuje ściągnąć do siebie "Invest-Park". Czy w przedsięwzięciu tym uczestniczy powiat kluczborski?
Powiat - w zakresie inwestycyjnym - próbuje w tym czasie sprzedać obiekty stanowiące jego, z podkreśleniem jego, własność. Każdy działa na własną rękę, każdy być może będzie miał coś z tego tylko coś, albo i nic. Dlatego jeszcze raz powtórzę się: powiat ma ogromne możliwości, ale najpierw musi wyjść z urzędu. Musi przestać się kojarzyć tylko z organem dzielącym środki na jemu stricte zapisane zadania, a zacząć szeroko interpretować i wykorzystywać posiadane uprawnienia, czyli otworzyć się na całokształt zagadnień dotyczących regionu i jego przyszłości. Innymi słowy: musi przestać utrwalać się w zamkniętym trwaniu, a żywo włączyć się we współpracę ze wszystkimi podmiotami, dla obopólnych - w tym przecież i swoich - korzyści.

Bardzo dynamiczną strategię rysuje ksiądz dla powiatu. Czy nie boi się ksiądz konkurencji Mniejszości Niemieckiej?

Owszem, na etapie przedwyborczym można mówić o konkurencji; gorzej, gdy ona późnej przenosi się na salę obrad. Tam bowiem już mogą, a nawet powinny występować ścierające się zdania, ale nie może być miejsca dla rywalizacji przedkładającej się nad interes regionu.
Strategię każdy rysuje swoją, na bazie własnych doświadczeń i pod kątem przez siebie dostrzeżonych celów do realizacji. Jeżeli uda mi się spotkać z przedstawicielami MN przy wspólnym stole w radzie powiatu, będę się tylko bardzo cieszył. Rzadko bowiem który region w Polsce może poszczycić się grupą społeczną o tak bogatej, praktycznej fachowości. Proszę zobaczyć, o ileż łatwiej wypracować określone rozwiązania, jeżeli dysponuje się niemalże gotowymi, sprawdzonymi wzorcami, doskonale sprawującymi się w rzeczywistości. Mniejszość Niemiecka to kuźnia takich wzorców; to też ludzie, którym nieobce wartości takie jak partnerstwo, poszanowanie i wzajemna tolerancja, a przede wszystkim pracowitość.

Czy to znaczy, że pozostałe ugrupowania tym się nie cechują?

Pytanie było o konkretną grupę, więc odpowiedziałem tylko na jej temat. Radzie powiatu potrzebni są ludzie doświadczeni i pracowici, potrafiący ze sobą współpracować dla dobra ogółu.

Jeżeli mowa o pracowitości, co chyba wcześniej umknęło, co ksiądz sądzi o działalności Powiatowego Urzędu Pracy w Kluczborku?

A co mogę sądzić, jeżeli powiat i wspomniany urząd są tylko wykonawcami z góry ustalonych zadań? Można jedynie roztrząsać, czy wywiązują się z nich dobrze, czy też źle.
Pytanie w istocie nie umknęło i odpowiedź na nie już została wypowiedziana - trzeba aktywizować działalność, by ze spokojnym sumieniem móc o tym urzędzie zapomnieć. Czyli po prostu, by była dostateczna ilość miejsc pracy na regionalnym rynku, by istniały warunki dla podejmowania i stabilności prowadzonej działalności gospodarczej. Jak powiedziałem - w pierwszej kolejności w turystyce.

Czy nie byłoby łatwiej księdzu stanąć w wyborcze szranki w powiecie oleskim?

Chyba spodziewałem się tego pytania. Od razu uprzedzam, że nie będę obiecywał, iż będę czynił starania powrotu gminy Lasowice Wielkie w struktury powiatu oleskiego. Pozostając w poszanowaniu historii ubolewam, że tak się stało, jak się stało. Ale proszę spojrzeć na Niemców: dzielą ich takie granice - państwowe - a faktycznie nic ich nie dzieli.
Dla mieszkańców południowej części gminy Lasowice Wielkie jest to obecnie na pewno niedogodna sytuacja, przynależności do powiatu kluczborskiego. Nie zgadzam się też z twierdzeniem, że dla miejscowości niegdyś wyrosłych wokół Olesna, i wówczas formalnie przynależnych do powiatu oleskiego, miasto Olesno nie ma już takiej siły przyciągania, jak dawniej. Tu jednak przydałyby się inne rozwiązania, ale już centralne, łagodzące skutki tego niefortunnego podziału. To poniekąd działa nieformalnie w ten sposób, że przecież i tak większość osób z Chudoby czy Wędryni uczy się czy leczy w Oleśnie. Niestety, nie działa to w przypadku administracji, a z pewnością dałoby się takie rozwiązania poczynić.
Co jest w naszym zasięgu, to głębsze zespolenie się w działaniach sąsiadujących ze sobą powiatów: kluczborskiego i oleskiego. Nieporozumieniem byłoby realizowanie określonych działań, zwłaszcza w sferze turystyki i promocji regionu, ale nawet w sprawach społecznej polityki informacyjnej, oddzielnie. To niejako przy okazji zrehabilituje gminę Lasowice Wielkie w części zainteresowanej powiatem oleskim. Co w połączeniu z dbałością o należytą rangę tej gminy w obecnym powiecie - o czym wspomniałem na wstępie - powinno dostatecznie zatrzeć oficjalne granice.
Pod opieką mam swoich parafian nie tylko w Oleśnie, ale też w Kolonowskiem i Zawadzkiem. To przecież jeszcze inny powiat - strzelecki. W niczym nam to jednak nie przeszkadza w tworzeniu silnej, zwartej wspólnoty. Nie zamykajmy się więc w granicach. Niech one dla nas - na miarę dysponowanych możliwości - po prostu nie istnieją. I tak traktujmy tą sprawę.
Ani ustalone terytoria, ani wyznanie, narodowość czy status społeczny, niech nie przesłaniają nam idei dla dobra całej wspólnoty.

Czy ksiądz podoła ewentualnym, kolejnym, politycznym obowiązkom?

Fakt, na brak zajęć narzekać absolutnie nie mogę. Trzeba jednak wziąć pod uwagę, że wiele z nich, szczególnie tych diakonijnych, realizuję niejako na zasadzie takiej nieformalnej filii powiatu.

A może bardziej: równolegle do powiatu?

Tym bardziej więc trzeba te działania zjednoczyć, raz, ażeby łatwiej je było kontynuować, a dwa, by mogło w nich uczestniczyć i z nich korzystać jak najwięcej osób.
Ale jest i druga tego medalu strona. Przy tej wielości zajęć, zwłaszcza tych ponadwyznaniowych, jestem teraz wszędzie, we wszystkich miejscach i środowiskach. I zarówno ja ze wszystkimi, jak i wszyscy ze mną mają bieżący kontakt. To w czynnej pracy radnego bardzo pożądany przedmiot; niejako przy okazji to też dla wyborców gwarant, że się przed nimi nie schowam.
We wszystkim, co robię, wspiera mnie rodzina: małżonka i córka, wspiera też wciąż spontanicznie rozrastająca się grupa ludzi, którzy również zainteresowani są pomocą innym. W takim gronie współpracowników nie ma problemu tak rozłożyć zadania, aby wszystkie je czynić skutecznie. Dlatego proszę się nie obawiać, że braknie mi na coś czasu. Może troszkę mniej go będzie na odpoczynek.

Którego i tak, "jak na lekarstwo"?

Siedząc z założonymi rękami i opłakując trudną sytuację do niczego nie dojdziemy. Trzeba więc działać. Ale to nie polityka. Ta jest w Warszawie. Na szczeblu powiatu to umiejętność obiektywnego oceniania sytuacji w skali regionu, czy też bardziej - mikroregionu, dostrzegania jego konkretnie, czyli w nim rodzących się problemów i trafnego doboru - zgodnie z posiadanymi kompetencjami - racjonalnych metod ich rozwiązywania, a to wszystko w zaangażowaniu wszystkich możliwych, leżących w kręgu zainteresowania jednostek. Jak widać nie ma to wiele wspólnego z obrazem powiatu, do którego chyba powoli się przyzwyczajamy. Skoro jednak te powiaty są, wykorzystajmy je głębiej, uczyńmy z nich strukturę aktywną, tak, jak to udało się zrobić z Lasowicami Małymi.

Dziękuję za rozmowę.

Dziękuję.

ks. Ryszard Pieron w wyborach samorządowych 12 listopada 2006 r. jest bezpartyjnym kandydatem do rady powiatu kluczborskiego w okręgu nr 3, lista nr 1 (KW PSL), poz. nr 5.

Dodane dnia 31.10.20061566 Czytań - Drukuj
TVP3 Katowice
Chrześcijańska Telewizja Internetowa

Przedostatnia środa miesiąca godz. 17.35 | „Sola Scriptura…” - cykl programów pokazujący społeczność polskich ewangelików. Audycje poświęcone są istotnym wydarzeniom z życia Kościoła Ewangelicko–Augsburskiego. W kolejnych odcinkach cyklu przedstawione są działania kościoła oraz wyjątkowe historie ewangelików.

Kontakt
Parafia Ewangelicko-Augsburska Lasowice Wielkie
Proboszcz: Ryszard Pieron
ul. Odrodzenia 23,
46-280 Lasowice Wielkie
tel. 77 414 82 14
lasowice@luteranie.pl
pieron@escobb.com.pl
Plan Nabożeństw
SWIFT/BIC: BPKO PL PW
IBAN: PL 41 1020 3668 0000 5302 0116 9390
Zapowiedzi

Zapowiedzi


  • Konkurs filmowy – Dziedzictwo Reformacji – 500 lat Reformacji
    Konkurs fotograficzny 500 LAT REFORMACJI 2017

    Wczasy na ewangelickiej Ziemi w Jubileusz 500 Lat Reformacji

    Strony Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego
    Luteranie Diakonia CME Duszpasterze Dekada Lutra Marcin Luter Chrześcijańska Telewizja Internetowa Zwiastun WARTO
  • Diecezja katowicka
  • Blog Biskupa
  • Bratnia Pomoc im. Gustawa Adolfa
  • OrdynacjaKobiet.pl

  • Nasza strona na facebooku Kościół Ewangelicko - Augsburski Parafia Lasowice Wielkie
    Biblia w internecie
  • biblia-online.pl
  • biblia-internetowa.pl
  • biblia.info.pl

  • 2010-2017 ©

    Powered by v6.01.14 | Darthanian by | Site and contents copyright by
    australia swift code