www.lasowice.eu



Spełnij dziecięce marzenia o domu
Szanowni Państwo!


Rodzicielstwo zastępcze to piękna misji, którą może podjąć każdy człowiek. Przyjąć do własnej rodziny nieswoje dziecko, ofiarować mu swą miłość i troskę. Wprowadzać je w dorosłe życie, dzielić z nim radości i smutki. To wielki dar jaki można ofiarować drugiemu człowiekowi. Ludzi, którzy chcą podjąć tak szlachetną misję wciąż przybywa. Rodzinne Domy Dziecka, Rodziny Zastępcze, Rodzinne Pogotowia Opiekuńcze otaczają opieką coraz większą liczbę dzieci. Niestety proces ten przebiega wciąż za wolno i napotyka jeszcze na wiele przeszkód. W dobrze pojętym interesie dzieci, w interesie zdrowego społeczeństwa, należy wspierać rozwój wszelkich form rodzicielstwa zastępczego.

Powiatowe Centrum Pomocy Rodzinie w Kluczborku od czerwca 2009r. realizuje program „Szukam Rodziny”, Projekt skierowany jest do mieszkańców Powiatu. Celem projektu jest zbudowanie pozytywnego klimatu dla rodzinnej opieki zastępczej, kształtowanie postaw i wartości rodzinnych a także propagowanie wzorców życia rodzinnego a także pierwszeństwa rodzinnej opieki zastępczej przed opieką w całodobowych placówkach opiekuńczo-wychowawczych. Wszelkich informacji na temat rodzicielstwa zastępczego udzielają pracownicy Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie w Kluczborku. Obecnie na terenie Powiatu kluczborskiego funkcjonuje 75 rodzin zastępczych – łącznie 112 rodziców zastępczych, którzy otaczają swoją opieką 110 dzieci w Powicie kluczborskim.

W związku z Uchwałą Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej z dnia 24 maja 2006 roku, dzień 30 maja został ustanowiony jako dzień rodzicielstwa zastępczego. Dzień ten został ustanowiony aby podziękować rodzinom zastępczym za ich trud i poświęcenie oraz w dowód szacunku dla ich pracy.

Najlepszym świadectwem jest głos dziecka szczęśliwego, radosnego dlatego pozwolimy sobie przytoczyć pisemną pracę, która brała udział w konkursie realizowanym w roku 2009r. pt.”Spełnij dziecięce marzenia o domu” i zajęła pierwsze miejsce w kategorii praca pisemna, która najlepiej podkreśla rangę rodzicielstwa zastępczego. Praca została napisana przez wychowankę rodziny zastępczej (imiona oraz nazwy miejscowości są zmienione na prośbę wychowanki).

„Daj mi poznać Twoje drogi, Panie
Naucz mnie chodzić Twoimi ścieżkami” (Ps. 25)




Moja życiowa wędrówka jest podążaniem wyboistą drogą do realizacji marzenia o szczęśliwym domu pełnym ciepła, miłości, wzajemnego szacunku. Jego wartość uświadamiamy sobie wówczas, gdy go tracimy. Kiedyś cieszyłam się wspaniałą rodziną i bezpiecznym domem. Do dzisiaj żyję wspomnieniem o nim i tęsknotą za cudownym dzieciństwem. Nigdy nie zapomnę chwili, kiedy świat wokół mnie zawirował i ogarnęła mnie ciemność. Zadawałam Bogu bolesne pytania: „Dlaczego mnie opuściłeś? Dlaczego pokrzyżowałeś moje plany? Czego chciałeś mnie nauczyć? Co takiego uczyniłam, że stawiasz mnie wobec takich ludzi?” Cierpienie i ból przeszywało zranione serce. Ileż buntu, niezgody na krzywdę i nienawiść wobec mi bliskich musiałam w sobie pokonać. Teraz mam pewność, że ta walka prowadziła mnie do upragnionego celu.

Kiedy miałam pięć lat zachorowała moja ukochana mamusia. W moim kolorowym świecie nie było do tej pory miejsca na chorobę, smutek czy strach. Rodzice długo się zastanawiali, w jaki sposób przekazać dzieciom tę straszną wiadomość. W końcu mama zebrała nas wszystkich, mocno przytuliła i wytłumaczyła, że w jej głowie pewna ilość płynu przelewa się w inne, niewłaściwe miejsca i powoduje, że czuje się coraz gorzej i zmuszona jest poddać się koniecznej operacji. Lekarze zdecydowali się umieścić zastawkę, która miała zapobiec rozlewowi płynu po całej głowie. Nie rozumiałam jak poważna jest ta choroba i miałam nadzieję, że mamy nie będzie tylko przez krótki czas. Chorobę traktowałam niczym zwykłą grypę, natomiast nieobecność mamy była koszmarem. Tato nas nie opuszczał, modlił się ze mną i z bratem, prosząc byśmy nie płakali, ponieważ mama będzie to sercem wyczuwała, gdyż nas bardzo kocha. Z utęsknieniem czekaliśmy na jej powrót, kiedy będzie znów z nami i wypełni dom swoim czarującym uśmiechem. Była bowiem osobą niezwykłą, z pogodną twarzą, zawsze uśmiechniętą i ciepłym spojrzeniem. Wróciła z krótko przystrzyżonymi włosami, otyła od leków, ale uśmiechnięta. Znowu byliśmy cudowną rodzinką, razem spędzaliśmy każdą wolną chwilę, a w domu zapanowała radość. Dziękowaliśmy Bogu za dar zdrowia i jego wielkie miłosierdzie.

Niestety, nawroty choroby nie pozwoliły nam cieszyć się szczęściem. Mama trafiła po raz drugi do szpitala i przeszła kolejną skomplikowaną operację, a my coraz dłużej na nią czekaliśmy. Wracała i życie znowu toczyło się jak dawniej, aż do następnego zabiegu. Coraz bardziej przeżywałam rozstania, coraz trudniej znosiłam jej nieobecność. Nigdy jednak nie pomyślałam, że może jej kiedyś zabraknąć. Pamiętam jak wieczorami rozmawiała z nami o przyszłości i tłumaczyła, że za jakiś czas możemy nie być już razem, bo życie bywa różne. Ale spotkamy się w niebie i kiedy wszyscy podniesiemy ręce do góry znów będziemy wspaniałą rodzinką. Prawdopodobnie przeczuwała dramatyczny wyrok losu i chciała nas przygotować do chwili, że nie będzie jej z nami. Pewnego dnia wróciłam ze szkoły i zobaczyłam przerażonego tatę pakującego walizkę.

W kuchni siedziała mama, która nie mogła się poruszać i mówić. Przyjechała ciocia i zabrali mamę do szpitala w Zabrzu. Razem z bratem Krzyśkiem przytuleni do siebie czekaliśmy na wiadomość od taty. Późnym wieczorem poinformował nas, że zabrali ją do Wrocławia. Byliśmy załamani, pełni strachu o jej życie i tęsknoty za nią. W ciągu tygodnia przeszła trzy operacje, traciła z nami kontakt i powolutku gasła. Często ją odwiedzaliśmy, ale lekarze pozwalali na bardzo krótkie wizyty. Przy ostatnim zabiegu asystentka lekarza podłączyła mamie dren, którego kawałek po usunięciu został w głowie. Spowodowało to bardzo ciężki stan mamy. Leżała na intensywnej terapii odzyskując przytomność od czasu do czasu. Ostatni słowa wypowiedziane do mnie to: „Klaudio, nie płacz, bardzo Cię kocham i kiedyś będziemy razem”. Była jak roślinka, tylko leżała i patrzyła nieruchomo, chociaż rozumiała co się do niej mówiło, bo dawała znak mrugnięciem powiek. Przewieziono ją do szpitala w Zabrzu, a później do zakładu opiekuńczo – leczniczego. Nauczyłam się karmić ją przez sondę, myć ją i pomagać tacie przy jej przebieraniu. Po każdej wizycie u mamy nie mogliśmy sobie znaleźć miejsca w domu. Krzysiek wychodził do znajomych, tata topił smutki w alkoholu. Samotna, przerażona szukałam wsparcia w Bogu. Modliłam się całą sobą, błagając o jej życie. Niestety, mama osłabiona anemią znów znalazła się w szpitalu w Zabrzu.

Obchodziłam jedenaste urodziny, które obiecałam sobie spędzić z mamą. Z tatą pojechaliśmy do niej, mając nadzieję na poprawę jej stanu. Drzwi do jej sali były jak nigdy zamknięte, a kiedy usiłowałam je otworzyć, pielęgniarka mnie nie wpuściła. Po chwili z sali wyszli lekarze i jeden z nich poprosił tatę na rozmowę. Dla mnie była to wieczność. Przecież przyjechałam do mojej mamusi na swoje urodziny, chciałam być z nią w tym dniu, to miało być moje szczęście, moje spełnione marzenie, że zobaczę jej kochane, czułe spojrzenie. Po chwili przyszedł tato i potwierdził moje obawy. Mama nie żyła, mimo wysiłków lekarzy nie można jej było uratować. Płacząc, weszłam do niej, złapałam za rękę i długo ją przytulałam do swej twarzy. Ale ręka tym razem była zimna, obca, sztywniejąca. Tato pokazał mi straszne odleżyny na sinych plecach mamy. Wracaliśmy w ponurym milczeniu. Przytłaczająca cisza dzwoniła w uszach. Serce krwawiło. Łzy zalewały oczy i dławiły w gardle. Pustka, rozpacz, ból, lęk, co będzie z nami. W pewnym momencie przez szybę samochodu zauważyłam spadającą gwiazdę.

Kiedyś mamusia mówiła, że jak ktoś umiera, to jego gwiazda gaśnie. Zaczęłam powtarzać: „Kocham Cię mamusiu, kocham Cię…” Do dzisiaj zastanawiam się, czy była to jej gwiazda? A może moje życie pod szczęśliwą gwiazdą gasło? Po pogrzebie zrozumieliśmy, że musimy nauczyć się żyć w nowej sytuacji, poukładać codziennie obowiązki, odbudować zburzony spokój i wypełnić pustkę. Nie udało się. Tato pił cały czas, z krótkimi przerwami. Krzysiek zamknął się w sobie, a ja wypłakiwałam się w samotności. Nie miałam siły na rozmowę z Panem Bogiem. Doświadczałam dziwnego stanu „opuszczenia”, jakby Bóg gdzieś się schował, unikając mojego gniewu, pretensji i gorzkich łez. A może podświadomie czekałam na jakiś głos pocieszenia płynący z nieba? Jednak cud się nie zdarzył. Natomiast codzienna rzeczywistość przytłaczała. Pijący tata stawał się agresywny, wszczynał awantury o byle co, upokarzał nas i znieważał. Coraz częściej słyszałam obraźliwe epitety, ale nigdy nie padło zwykłe „przepraszam”. Gdy trzeźwiał, znowu na kilka dni stawał się dobrym tatą i jednocześnie mamą. Do kolejnej wpadki.

Czułam jak moje życie traci powoli sens. Pogrążałam się w ciemności, która mnie osaczała, pozbawiając nadziei i marzeń. Kolega taty założył w domu Internet i nauczył go korzystać z czata. Początkowo żartował sobie z gadu-gadu, ale kiedy napisała do niego Monika z Oleśnicy, zaczął traktować te kontakty bardzo poważnie. Po kilku miesiącach spotkali się w naszym mieszkaniu, a mnie towarzyszyło dziwne uczucie wrogości i niepewności oraz narastająca tęsknota za mamą. Postanowiłam jednak zaakceptować ją, sądząc, że uszczęśliwię tatę, który może przestanie pić i znów będziemy żyć spokojnie. Przeprowadziliśmy się do Oleśnicy i zamieszkaliśmy u Moniki. Nadzieje na normalność prysły po pierwszych awanturach. Wspólnie z bratem postanowiliśmy nie ingerować, podejrzewając ojca o powody do kłótni. Szybko okazało się, że główną przyczyną konfliktu jest nasza obecność. Monika nas nie znosiła, przedstawiała nas tacie w złym świetle, skarżąc się na nasz brak wychowania i szacunku dla niej. Zawsze byliśmy źli. Wyganiała nas z domu, po czym przyjmowała z powrotem, jakby nigdy nic się nie stało. Wybuchały kolejne awantury między nimi, następnie godzili się i znów kłócili. Z nami przestali rozmawiać, nie zajmowali się naszym wychowaniem i edukacją, mieliśmy jednak siebie i mogliśmy wspominać naszą mamę. Ucieczka od problemów spowodowała wagary, złe wyniki w nauce, wyjazdy na imprezy z córką Moniki oraz późne powroty w nocy. Zagubiłam się w nicości.

Dom, w którym mieszkałam był istnym piekłem. Po rozmowie z pewną panią postanowiłam, że nadam swojemu życiu inny charakter. Zaczęłam pracę nad sobą, poprawiłam oceny, uczęszczając systematycznie na zajęcia lekcyjne. Nikt tego w domu nie zauważył. Tymczasem Krzysiek ukończył osiemnaście lat i pani Monika wyrzuciła go z domu. Zostałam sama. Wokół mnie gniewne twarze, zaciśnięte pięści, obelgi, posądzenia, nienawiść. Nie było w tym świecie, miłości, zrozumienia i serca. Ale nie zauważyłam tego, bo zaraziłam się nienawiścią otoczenia. Zaczęła mnie powoli toczyć jak robactwo, rozprzestrzeniała się we mnie, opętała mnie. Narastająca wewnętrzna agresja czyniła mnie przesadnie podejrzliwą. Każde słowo, gest odczytywałam jako atak na mnie. Splot urazów, uprzedzeń, pretensji, kompleksów, powodował, że ograniczałam się do obrony przed zniszczeniem. Aż nastąpił atak fizyczny. Pani Monika kilkakrotnie mnie uderzyła. Zaczęłam szukać pomocy w Powiatowym Centrum Pomocy Rodzinie, u pani psycholog. Bardzo się bałam tego kroku, ale nie wyobrażałam już sobie życia z ojcem i jego towarzyszką. Kilka dni później tato zaproponował, że pójdę do internatu, a weekendy będę spędzać w domu Moniki. Nie wyraziłam na to zgody, bowiem nie mogłam już mieszkać pod jednym dachem z tą kobietą. Wówczas zapytał wprost: „Chcesz iść do domu dziecka?” Ze łzami w oczach odparłam, że poszłabym najchętniej do rodziny zastępczej. Tato wyszedł z domu, a po powrocie kazał mi się spakować i odwiózł mnie do domu dziecka. Rozstaliśmy się bez pożegnania, nie odważyłam się spojrzeć mu w oczy, obawiając się w nich pustki lub zimna. Straciłam ojca. Straciłam nadzieję na wymarzony dom. Po kilku nieprzespanych nocach, wspomnieniach szczęśliwego dzieciństwa i jego zapewnień, że mnie kocha i jest ze mnie dumny, zadzwoniłam z prośbą o spotkanie, bo tęskniłam za nim. Obiecał mi, że zabierze mnie stąd, że wkrótce przyjedzie.

Coś we mnie pękło, wzruszenie i nadzieja usunęły dotychczasowy żal. Wyszeptałam przez ściśnięte gardło: „kocham Cię, tatusiu”. Wyznanie moje trafiło jednak na kamienne pustkowie. Tato już nigdy więcej ze mną nie rozmawiał i nigdy po mnie nie przyjechał. Spadła na mnie odpowiedzialność za wybór samodzielnej drogi życia. Czułam, że nie jestem zdolna do dojrzałych decyzji, że nie widzę żadnej drogi, że błądzę w ciemnościach jak ślepiec. Po raz pierwszy uklękłam do modlitwy. Długa rozmowa z Bogiem dodała mi odwagi, a Psalm 37, 5 upewnił mnie, że zawsze pozostaje iskierka nadziei: „Powierz Panu swoją drogę I zaufaj Mu: On sam będzie działał” Po tygodniu pojawił się mój Anioł Stróż, czyli pani Jadwiga, proponując rodzinę zastępczą. Przestraszyłam się, że nie potrafię już zaufać komuś obcemu, że nie wierzę w zapewnienia o przyjaźni, miłości i dobroci. Wahałam się przez dwa tygodnie. Ostatecznie podjęłam decyzję i pojechałam do nowej rodziny. Pani Jadwiga otworzyła mi swoje gorące serce, szczerze przytuliła, zapewniając poczucie bezpieczeństwa, stabilizację i spokój. Jej dom jest moim domem, a jej wspaniała rodzina jest moją najbliższą rodziną. Dzięki cudownym ludziom odzyskałam wiarę, nadzieję i miłość. Pani Jadwiga jest moją mamą i babcią jednocześnie, dzięki jej cierpliwości i tolerancji zrozumiałam co jest dobrem, a co jest złem. To ona jest drogowskazem na mojej drodze do Światłości. Nie jestem już sama, mam panią Jadwigę i swoje miejsce.

Mam prawdziwy dom, pełen ciepła, zrozumienia i wzajemnego szacunku. Tyle zawdzięczam mojej zastępczej mamie! Dzięki niej zmieniłam się, dojrzałam i zrozumiałam, że nigdy nie należy podnosić kamienia, którym nie uderzono. Nie czuję już nienawiści, ojcu wybaczyłam, żywiąc nadzieję, że kiedyś zrozumie jak bardzo mnie zranił i usłyszę od niego słowo „przepraszam”. Do dzisiaj jednak nie znalazł drogi do mnie. Z bratem Krzyśkiem pozostaję w wielkiej przyjaźni i wzajemnie się odwiedzamy. Pani Jadwiga zadbała nie tylko o moje zdrowie fizyczne, zapewniając systematyczne leczenie, ale przede wszystkim o zdrowie psychiczne. Nazywam cudem moje przeobrażenie pod jej wpływem. Moje świadomie przeżywane wędrowanie nabrało sensu. Odtrącona i często pogardzana nie utraciłam wewnętrznej siły ducha, aby spełniać swoje marzenia. Pragnę stać się wartościowym człowiekiem, podejmując służbę dla dobra innych i ściśle łączyć ją z nadzieją na lepszą przyszłość dla siebie. Tak łatwo przychodzi mi dzielenie się swoim szczęściem z ludźmi pokrzywdzonymi przez los. Boleśnie odczuwam brak w naszym świecie miłości, gotowości do niesienia pomocy i wrażliwości na krzywdę oraz biedę samotnych, chorych, bezdomnych, upośledzonych. Gniewne uczucie, nienawiść, pogarda dla drugiego człowieka zabija cywilizację. Dlatego o spełnienie marzenia o swoim szczęśliwym domu rodzinnym walczę nadal. Podjęłam naukę w Liceum Ogólnokształcącym. Moja życiowa droga prowadzi do słabych, chorych, samotnych, niedołężnych. W ramach wolontariatu pomagam dzieciom w Domu Pomocy Społecznej w odrabianiu lekcji, czytaniu lektur i likwidowaniu zaległości programowych. Uczestniczę w zajęciach z dziećmi przedszkolnymi, raz w tygodniu czytam im najciekawsze bajki świata. Starszym sąsiadom robię zakupy, odwiedzam ich, często sprzątając im mieszkania lub towarzysząc w rozmowach. Czasami chodzę z nimi do lekarza, kupuję im leki lub zgłaszam ich do gabinetu zabiegowego. Wielką satysfakcję sprawia mi praca w Samorządzie Szkolnym. Jestem nie tylko sekretarzem, ale zajmuję się organizacją imprez szkolnych, kierując sekcją kulturalną. Biorę udział częściach artystycznych, przygotowuję oprawę plastyczną, wykonuję elementy dekoracji. Przygotowuję się do szkolnych eliminacji Ogólnopolskiego Konkursu Wiedzy Biblijnej. Staram się osiągać dobre wyniki w nauce, aby pani Jadwiga mogła być ze mnie dumna. W ten sposób pragnę odwdzięczyć się jej za moje uratowane życie. Zrozumiałam, że absurdem było oczekiwanie głosu z nieba.

Ten głos przyszedł z ziemi, z Wrocławia, od mojej kochanej pani Jadwigi, która żyje dla innych, dla porzuconych dzieci, dla oczekujących jej serdeczności i pomocy. Ostatnio przyjęła do naszej rodziny dwoje małych dzieci wymagających ogromnego poświęcenia. Z wielką radością wspieram ją w wychowywaniu, opiece i zabawach naszych sierotek. I choć mam świadomość, że zostaną przez kogoś adoptowane w przyszłości, kocham je jak własne rodzeństwo. Chwila ich beztroskiego dzieciństwa napawa mnie dumą, że mam okazję uszczęśliwić istotki odrzucone przez rodziców. Nigdy nie zapomnę dramatycznych doświadczeń z młodości, nie zapomnę kochanej mamy tulącej mnie do snu, nie zapomnę jej czułości i uśmiechu. Jednak życie toczyć się musi dalej, tylko z nieco większym bagażem niż moich rówieśników. Każdy z nas jest jednak jedyny i niepowtarzalny i musimy zdawać swój własny egzamin życiowy tak, aby spełnić się w swoim godnym człowieczeństwie, by nie pozostało po nas tylko puste miejsce, zwietrzała grudka soli i wypalona świeca.
name
Chrześcijańska Telewizja Internetowa

Przedostatnia środa miesiąca godz. 17.35 | „Sola Scriptura…” - cykl programów pokazujący społeczność polskich ewangelików. Audycje poświęcone są istotnym wydarzeniom z życia Kościoła Ewangelicko–Augsburskiego. W kolejnych odcinkach cyklu przedstawione są działania kościoła oraz wyjątkowe historie ewangelików.

Kontakt
Parafia Ewangelicko-Augsburska Lasowice Wielkie
Proboszcz: Ryszard Pieron
ul. Odrodzenia 23,
46-280 Lasowice Wielkie
tel. 77 414 82 14
lasowice@luteranie.pl
ryszard.pieron@luteranie.pl
Plan Nabożeństw
SWIFT/BIC: BPKO PL PW
IBAN: PL 41 1020 3668 0000 5302 0116 9390
Zapowiedzi

Zapowiedzi

  • 6-9 kwietnia 2017 Pasyjne Dni Skupienia dla dzieci, młodzieży i dorosłych.
  • 25 maja 2017 Wniebowstąpienie Pańskie, Przedstawienie Konfirmantów Lasowice Wielkie, godz. 17.00.
  • 4 czerwiec 2017 Zesłanie Ducha Świętego, Parafialne spotkanie przy ognisku.
  • 11 czerwca 2017 Święto Trójcy Świętej, Konfirmacja, Olesno godz. 11.00.
  • 15-18 czerwca 2017 Ewangelickie Dni Kościoła, Program oficjalny.
  • 10-20 sierpnia 2017 Wczasy na Mazurach dla młodszych i starszych.

  • Zapraszam na kolejne spotkanie, dla młodzieży (nieco)starszej i singli naszego Kościoła. Tym razem spotkanie odbędzie się w Betanii koło Bielska Białej i będzie miało charakter Noworoczno-karnawałowy.
    Bardzo zapraszamy wszystkich zainteresowanych.
    Trzeba potwierdzić swój udział, koszt pobytu ok. 200 zł.
    Spotkanie rozpoczyna się kolacją w piątek 13 stycznia 2017, kończy się w niedziele- obiadem.
    Kontakt ks. Ryszard Pieron 774148214 ryszard.pieron@luteranie.pl
    Konkurs filmowy – Dziedzictwo Reformacji – 500 lat Reformacji
    Konkurs fotograficzny 500 LAT REFORMACJI 2017

    Wczasy na ewangelickiej Ziemi w Jubileusz 500 Lat Reformacji

    Poznajemy Pierwsze Protestanckie Państwo, czyli objazdowa wycieczka dla młodszych i starszych. Mieszkamy : Warszawie, a na Mazurach w Sorkwitach. Termin: 10-20 sierpnia 2017 10 dni - 10 noclegów/ rodzinne pokoje z łazienkami. Cena dziecka do 14 lat: 500,00 zł. Dorosły 1500,00 zł. Cena zawiera: 1 nocleg w Warszawie, 1 śniadanie w Warszawie, 9 noclegów w Sorkwitach, 9 śniadań, 9 obiadów, 9 kolacji, przejazd tam i powrót. Cena nie zawiera: kosztów wycieczek fakultatywnych, wszelkich biletów, wejść do muzeów i ośrodków rekreacji,

    Plan wycieczki:

    Czwartek 10 sierpień 2017 Wyjazd z Lasowic Wielkich. godz. 13.00 Przyjazd do Warszawy, zakwaterowanie, /kolacja we własnym zakresie, czas wolny, spacer po Starym Mieście/, nocleg, śniadanie w Centrum Luterańskim, ChAT, wykwaterowanie, przejazd lub przejście do Muzeum Kopernika, lub Muzeum Żydów Polskich, lub Muzeum Powstania Warszawskiego, w godzinach popołudniowych wyjazd z Warszawy do Sorkwit, zakwaterowanie, kolacja.

    Piątek 11 sierpnia 2017 -Niedziela 20 sierpnia 2017 pobyt na Mazurach i nad morzem, zwiedzamy: Ryn, Mrągowo, Mikołajki, Pasym, Kętrzyn, Olsztyn, Giżycko i inne miejscowości związane z Reformacją i naszym Kościołem , także Park dzikich zwierząt w Kadzidłowie, w Mikołajkach lub w Giżycku w planie wycieczka statkiem, Święta Lipka, itp.

    W planie podczas pobytu na Mazurach 1 dniowa wycieczka nad morze do Stegny, lub Krynicy Morskiej lub do Gdańska, w zależności od wspólnych ustaleń i pogody

    Wstępny wyliczenie ilości pokonanych kilometrów: Lasowice W. – Warszawa ok. 300 km. Warszawa – Sorkwity ok. 200 km. Objazd po Mazurach ok. 350 km. Sorkwity - wycieczka nad morze ok. 200 km + powrót 200 km = 400 km. Sorkwity- Lasowice Wielkie 550 km. Pokonamy ok. 2000 km.

    Ważna informacja: Osoby zainteresowane wyjazdem proszę o zadeklarowanie woli wyjazdu do 31 grudnia 2016r. w miesiącu styczniu 2017 nastąpi podpisanie umowy na wyjazd i wpłacenie zaliczki w wysokości 500 zł. od osoby dorosłej i 200 zł. od dziecka. Pozostałe zobowiązanie płatne do 15 lipca 2017r.

    Więcej informacji i zapisy: ks. Ryszard Pieron tel. 774148214 ryszard.pieron@luteranie.pl Organizator:
    Lasowicki Dom Tolerancji i Kultury,
    Parafia Ewangelicko - Augsburska Lasowice Wielkie
    ks. Ryszard Pieron

    Strony Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego
    Luteranie Diakonia CME Duszpasterze Dekada Lutra Marcin Luter Chrześcijańska Telewizja Internetowa Zwiastun WARTO
  • Diecezja katowicka
  • Blog Biskupa
  • Bratnia Pomoc im. Gustawa Adolfa
  • OrdynacjaKobiet.pl

  • Nasza strona na facebooku Kościół Ewangelicko - Augsburski Parafia Lasowice Wielkie
    Biblia w internecie
  • biblia-online.pl
  • biblia-internetowa.pl
  • biblia.info.pl

  • 2010-2014 ©

    Powered by v6.01.14 | Darthanian by | Site and contents copyright by