Przed nami wybory prezydenckie. Nie chcę twierdzić, że są to kolejne najważniejsze wybory od czasów przełomu społeczno-politycznego 1989 roku, bo przyzwyczailiśmy się do tego rodzaju sformułowań. Wypada stwierdzić, że wszystkie demokratyczne wybory, na każde stanowisko, w tym proboszcza parafii, radnego, członka synodu, biskupa, a w przestrzeni publicznej sołtysa, radnego, członków rad gminnych, powiatowych, sejmu, senatu i właśnie prezydenta Rzeczpospolitej były i są bardzo ważne. Wyrażają społeczne odczucia, potrzeby i oczekiwania. Powiązane są z zaufaniem do wybieranych i odpowiedzialnością tych, którzy zostaną wybrani.
Nie będę w żaden sposób wskazywał, na kogo personalnie czytelnik ma głosować ani sugerował, kto byłby najlepszym prezydentem. Przedstawię za to moje oczekiwania, jaki powinien być i jakimi wartościami powinien się kierować prezydent kraju, którego wybierzemy w najbliższej przyszłości. Ale ważne jest też, jakimi wartościami powinien kierować się wyborca oddający swój głos na swojego kandydata.
Dlatego, zanim oddamy swój wyborczy głos, chcę przywołać historyczne, ale wciąż aktualne wartości, które przyniosła Reformacja. Dobrze byłoby stale o nich pamiętać: o pobożności połączonej z sumiennością, wolnością, pracowitością, równością. Jak najczęściej trzeba też przypominać, że dzięki Reformacji rozwijała się edukacja i kultura. Wszystko to razem doprowadziło do otwartości na inne poglądy i poszanowania prawa do wypowiadania własnych myśli.
Jaki powinien być prezydent
Współczesny ewangelik w Polsce, żyjący w mniejszości religijnej, na ogół nierozumiany i lekceważony przez konserwatywnych często sąsiadów, zagubiony w narodowych i kościelnych hasłach i nauce Kościoła większościowego, właśnie przy okazji wyborów na ważne urzędy państwowe, powinien kierować się oświeconymi i ewangelicznymi zasadami. Nie powinien ulegać złudnym obietnicom, że ktoś mu coś da albo wreszcie go zauważy w jego wyznaniowym osamotnieniu – bo tak nie będzie. Powinien swój głos oddać na kandydata, który nie będzie nacjonalistą religijnym i narodowym, co jest bardzo ważne. Ani na takiego, który nie będzie w swoich poglądach zaborczo patriarchalny, a przez to narzucający wszystkim obywatelom tylko własny konserwatywny i narodowo-kościelny styl bycia. W życiu publicznym nie będzie epatować swoją religijnością i pobożnością. Przecież w państwie żyją obywatele należący do różnych społeczności religijnych i wyznaniowych. Są też osoby niewierzące. Powinien też być tolerancyjny i dbający o przestrzeganie równouprawnienia płci. Trzeba jednak zauważyć, że oprócz wielu ważnych funkcji, jakie wypełnia urzędujący prezydent państwa, nie powinien on prowadzić religijnej misji katechizującej obywateli.
Obawy ewangelika
Gdy myślę o wyborach, obawiam się o ich wynik. Kto zostanie moim prezydentem? Jak pod jego rządami odnajdzie się człowiek, który będzie miał inny pogląd na funkcjonowanie państwa, ale który uważa siebie za patriotę i Europejczyka? Czy nowo wybrany prezydent będzie szanował podstawowe prawa człowieka, rozumiał prawa mniejszości religijnych i seksualnych? Jak będzie rozumiał i postrzegał związki partnerskie osób wolnych i rozwiedzionych, bo przecież takich związków partnerskich jest najwięcej?
Sam siebie w sercu pytam, czy zostanę już całkiem zepchnięty do skansenu wyznaniowej historii i tylko przy jakieś okazji, ktoś o mnie sobie przypomni, z uporem nazywając mnie protestantem, a nie ewangelikiem? Boję się kolejnych przywódców, którzy marginalizują obywateli innych wyznań i religii, i – w domyśle – pozbawiają ich prawa bycia patriotami kraju, w którym od pokoleń żyją.
Kieruję teraz swoje słowa do wszystkich ewangelickich emerytów, rencistów, rolników, przedsiębiorców większych i mniejszych, wszystkich nas – ewangelików młodszych i starszych, zamieszkałych w miastach większych i mniejszych, i malutkich wioseczkach naszych diecezji: weźmy udział w wyborach!
Potrzebujemy wspólnego spoglądania w przyszłość
Na naszych oczach zmienia się struktura polityczna świata, strefy wpływów mocarstw ulegają całkowitemu przetasowaniu, następują zmiany, o których kilka lat temu nikt by nie pomyślał. Trzeba zauważyć, i musimy być tego świadomymi, że nastawione religijnie i egoistycznie państwa, odwołujące się tylko do własnej przeszłości i wspominające narodową martyrologię, jak to od wielu lat proponują prawicowe środowiska w naszym kraju, nie mają szans na rozwój. W konsekwencji po kilku latach zostaną osamotnione, biedne, nielubiane i bez przyjaciół. Niestety kilku z kandydatów na prezydenta głosi poglądy przekonujące wyborców, że nie potrzebujemy wspólnoty europejskiej – bo to tylko samo zło i pełzający grzech, nie potrzebujemy sojuszy; bo i tak, jak będzie taka potrzeba, nam nie pomogą itd. To nie jest prawdą! Tak nie jest! Potrzebujemy sojuszy, potrzebujemy wspólnoty europejskiej, wspólnego działania i wspólnego spojrzenia w przyszłość.
We współczesnych czasach kolejnej już wędrówki ludów i mieszania się kultur i religii, tylko wspólnie z innymi narodami zachodniej Europy, które szanują otwarte na innych, tolerancyjne bogactwo wielu kultur, mamy szansę na życie w dobrobycie i pokoju. I tylko narody, którymi kierują demokratycznie wybrani przywódcy, otwarci na innych i nie narzucający własnych poglądów politycznych i światopoglądowych, dają nadzieję, że i nam, ewangelikom, w Polsce będzie się spokojnie i dobrze żyło.
ks. Ryszard Pieron
Zwiastun Ewangelicki nr 10-2025.


