Widzenie własne

blog proboszcza

Obroże i łańcuchy

Ostatnimi czasy „troszeczkę” się ochłodziło. Pojawiły się na nowo, już dawno nie wypowiadane humorystyczne stwierdzenia typu: „jak jest zima, to jest zimno”. A przecież to nic nowego, że w Polsce w styczniu czy lutym jest zimno. Jednak przyznać trzeba, że nieco odwykliśmy od dużych opadów śniegu i dwucyfrowych mrozów. W kontekście mrozu ważną kwestią stał się ostatnio temat podstawowych praw zwierząt i godnego ich traktowania. Niektórzy celebryci i niektórzy po- litycy zaczęli wypowiadać się na ten temat i także chcą przeciwdziałać, chciało by się powiedzieć nieludzkie- mu traktowaniu psów i innych zwie- rząt domowych oraz gospodarskich. Ale można to opisać sfomułowaniem może mniej grzecznym i wyważonym: Traktowania zwierząt źle, a wręcz be- stialsko, co nie ma nic wspólnego z człowieczeństwem. I to niezależnie od tego, co dany właściciel psa lub kota albo gospodarz hodujący bydło czy trzodę chlewną o sobie myśli i ja- kie ma mniemanie o swoim postępo- waniu ze zwierzętami.

Pojawiły się w mediach informacje o schroniskach dla zwierząt i wecie Prezydenta RP do ustawy tzw. łańcu- chowej, różnych aferach związanych z wykorzystywaniem prawa i niele- galnym zarobkowaniem na rzekomym prowadzeniu schronisk albo punktów opieki nad zwierzętami.

Mieszkam na terenie wiejskim i wiem, w jakim celu psy są trzymane w kojcach, różnych budach, resztkach szop i pod wszelkimi niedającymi żad- nego bezpieczeństwa i komfortu życia zadaszeniami. Nie będę wypowiadał się o jakości i stanie tych rzekomo spełniających wszelkie opisane normy „psich posiadłościach” z lokatorami z łańcuchem na szyi. Chcę zwrócić uwagę na jakość ludzkiego sumienia i poziom zimna i chłodu ludzkiego właścicielskiego serca, które dopusz- ks. Ryszard Pieron cza, by przyjaciel i stróż człowieka mieszkał w tak podłych warunkach: w nieszczelnej budzie czy kojcu, bez żadnej ściółki, marznąc w błocie.

Mógłbym teraz chcieć pobudzić czytelniczą wyobraźnię i przywołać zmarznięte i uwiązane, ale jeszcze oddychające szkielety piesków dźwi- gających na szyi metalowy, oblany lodem łańcuch i przewróconą, pustą, brudną miskę, i na domiar złego marz- nącą mżawkę padającą z nieba. Nie chcę sobie – wygodnie w cieple pi szącemu te słowa – ani czytelnikom psuć nastroju, gdy w nagrzanym po- mieszczeniu, syci, będziecie to czy tali. Ale trzeba wyraźnie stwierdzić i głośno powiedzieć, że to wstyd i od- człowieczenie zaistniało w naszym pobożnym kraju! Bóg w akcie stwo- rzenia świata stworzył też zwierzęta, a nasz gatunek ludzki miedzy innymi po to, abyśmy się nimi opiekowali. To jasne i oczywiste – dzięki nim też ży- jemy, chowając je w oborach, na pa- stwiskach, by korzystać z ich produk- tów – wełny, jajek, mleka, a wreszcie, by w odpowiednim czasie posilić się nimi. Ale jakość ich życia oraz kultura i forma ich zabijania świadczy o nas. Zwierzęta czują, rozumieją, są szczere i oddane. Każde według swojego ro- dzaju, po swojemu – tak jak Bóg dał im tchnienie życia. Obserwując ha- niebne ich traktowanie, należy stwier- dzić, że to one mają więcej empatii niż ich ludzcy właściciele. Jako du- chowny Kościoła Ewangelii, domagam się stanowczego napiętnowania ludzi, którzy bestialsko i bezdusznie dopro- wadzają do agonii, w okropnych wa- runkach, zwierzęta, zarówno gospo- darskie, jak i te udomowione.

To my, gatunek ludzki, uważamy siebie za mądrych i wybranych przez Boga, zatem od nas zależy jakość ich życia i to w jaki sposób swoje życie kończą.

Namawiam Kolegów i Koleżanki w Urzędzie Zwiastowania Słowa Bo- żego, abyśmy jak najczęściej zwracali uwagę w swoich kazaniach i przy bar- dziej lub mniej formalnych spotka- niach na jakość życia zwierząt oraz ich umierania – zabijania. Na potrzebę kontroli miotów w różnych hodow- lach, na warunki panujące w schroni- skach, oborach i stajniach. Przecież Bóg na końcu stworzenia przekazał człowiekowi zadanie, by zarządzał stworzeniem, które jak czytamy na pierwszych kartach Biblii „było do- bre”. Ten apel nie dotyczy tylko du- chownych, ale jest też skierowany do osób posiadających władzę, wpływy i możliwości, aby swoimi postano- wieniami czy rozporządzeniami zmie- rzać do panowania nad ilością rodzą- cej się zwierzyny, a przede wszyst- kim, by szanować zwierzęce życie.

Siedzę przy rozgrzanym kaloryfe- rze, popijam ciepłą kawę, na zewnątrz 15 stopni mrozu, może trochę więcej, a gdzieś dalej lub bliżej mnie w kojcu, z łańcuchem na szyi, w mokrej budzie albo pod gołym niebem, wegetuje – pilnujący, broniący i merdający ogo- nem, a może wyjący z bólu i zamarza- jący – przyjaciel człowieka. Płakać się chce.

wcześniejsze wpisy