Rzetelne spojrzenie w przyszłość

Przeglądając różne strony internetowe natrafiłem na informację z Austrii zatytułowaną: Kościół zmuszony do sprzedawania kolejnych świątyń. Parafii nie stać na utrzymania budynków. Oczywiście zainteresował mnie ten temat. Najpierw pomyślałem, że chodzi o jeden z mniejszościowych Kościołów austriackich, bo wiem, że są tam przecież także luteranie, prawosławni i społeczności zielonoświątkowe.

Czytam jednak: „Kościół katolicki w Austrii wystawia na sprzedaż kolejną świątynię. Do kupienia jest kościół w Hirschwang an der Rax w Dolnej Austrii. Sprzedaż to skutek spadającej liczby wiernych i kłopotów finansowych diecezji. Archidiecezja wiedeńska poinformowała, że w porozumieniu z parafią Edlach an der Rax zamierza pozbyć się filii kościoła w Hirschwang i przynależnej do niej plebanii. Obiekty trafiły na sprzedaż. Powodem takiej decyzji jest pogłębiający się kryzys austriackiego Kościoła. Norbert Manga, miejscowy diakon, w rozmowie z mediami przekazał, że na 380 katolików w Edlach an der Rax przypada aż pięć kościołów rozmieszczonych w promieniu dziesięciu kilometrów. Z kolei inny miejscowy kapłan, ksiądz Heimo Sitter, zdradził, że w ostatnim czasie w niedzielnych nabożeństwach w filii kościoła w Hirschwang uczestniczyło średnio zaledwie od czterech do sześciu osób”.

Hm… westchnąłem i tu zrodziła się refleksja z własnego podwórka: przecież w naszej, lasowickiej parafii też jest pięć kościołów. Co prawda jest nas o 200 osób mniej, ale trzeba zauważyć, że podobnie w lasowickim filiale w Fosowskiem czy Zawadzkiem na nabożeństwa też przychodzi po kilka osób. Czytam jednak dalej: „Jak argumentują przedstawiciele archidiecezji wiedeńskiej, parafia nie jest już w stanie ponosić wysokich kosztów renowacji i utrzymania budynku. Dlatego zdecydowano o wystawieniu go na sprzedaż, choć możliwe jest przekazanie budynku innej wspólnocie chrześcijańskiej. Według aktualnych statystyk kościelnych w 2023 roku wspólnotę Kościoła katolickiego w Austrii opuściły 85 163 osoby. W tym samym okresie do Kościoła przyjęto zaledwie 4575 osób, a liczba chrztów wyniosła 39 488”.

Przez pryzmat frekwencji

Może warto zauważyć, jak jest u nas. Przytoczę teraz fragmenty danych statystycznych Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego w Polsce. Liczba parafii w całej Polsce to: 132 plus 122 filiały, co równa się w zaokrągleniu 250 miejscom, w których odprawiane są nabożeństwa. Na koniec ubiegłego roku liczba wiernych wynosiła w zaokrągleniu 60 tysięcy osób. Wracając myślą do austriackich danych, z Kościoła Rzymskokatolickiego Austrii wystąpiło w jednym tylko roku więcej parafian niż nas wszystkich luteran było łącznie w naszym kraju w roku 2024.

Trzeba też stwierdzić, choć to niewygodna i smutna prawda, i nie statystyczna, lecz zauważalna: średnia wieku luterańskich wiernych na nabożeństwach w Polsce to około 65-75 lat. Nie jest dobrze, a raczej jest bardzo źle. Zatem w zaokrągleniu: 60 000 podzielone przez 250 miejsc, w których odprawiane są nabożeństwa, to daje uśrednione 240 osób na nabożeństwie, przy założeniu 100% frekwencji. A wiemy, że tak dobrze nie jest. Jeśli mamy frekwencję na poziomie 50% to na nabożeństwie średnio powinno być 120 osób, ale rzeczywistość bywa inna. Częstokroć nawet w dużych liczebnie parafiach tak nie jest.

Statystyki a realny obraz Kościoła

Z kolei w samej tylko diecezji cieszyńskiej jest zapisanych 35 000 wiernych, a we wszystkich pozostałych
diecezjach 25 000 wiernych łącznie, zatem liczymy: diecezja cieszyńska 35 000 wiernych podzielone przez 35 punktów odprawiania nabożeństw, to równa się 1000 osób na nabożeństwie przy 100% frekwencji. Przy 50% frekwencji powinno być to 500 osób, przy 25% – 250 wiernych. Proste. Tak jednak nie jest. To tylko statystyka i bardzo różnie wygląda stan osobowy, liczebność i frekwencja w poszczególnych parafiach diecezji cieszyńskiej.

Jak jest w reszcie kraju? Jeśli 25 000 wiernych podzielimy przez 210 punktów, w których odprawia się nabożeństwa, w zaokrągleniu otrzymamy 119 osób na nabożeństwie przy 100% frekwencji. I znów: przy 50% frekwencji średnio może być na nabożeństwie około 60 osób, przy 25% frekwencji powinno być obecnych 30 wiernych. Oczywiście to znów uśredniona wielkość i zapewne realia są zupełnie inne. Fakty i liczby bardzo różnie mogą się kształtować. I wiemy, że w rzeczywistości są parafie, w których liczba wiernych na nabożeństwie wynosi kilkanaście osób.

Przypuszczalnie – bo przecież tego nie jesteśmy wstanie przewidzieć, zaplanować ani wyliczyć, bo nie od nas to zależy – za 10 lat będzie nas, ewangelików, około 40 000 osób – statystycznie. Warto sobie to uzmysłowić. Nie pokonamy kalendarza ludzkiego życia, dzisiejsi starsi, najaktywniejsi parafianie 60-, 70-, 80-latkowie umrą. Ale i wielu spośród nas, duchownych, za dziesięć lat już nie będzie. Dodatkowo za 5–7 lat ponad 35 księży odejdzie na emeryturę, nie wspominając o końcu życia tych, którzy obecnie przebywają już na emeryturze. Może warto w diecezjach, parafiach rozpocząć rozmowę, na temat funkcjonowania kościelnych jednostek za 5–10 lat? Kto i jak będzie je utrzymywał i kto będzie, i na jakich zasadach, w nich pracował? Aby historia Kościoła ewangelickiego mogła toczyć się dalej.

Co jest nam potrzebne?

Historia naszego Kościoła dała nam wiele zacnych, pełnych oddania, wiary i pobożności postaci, o których należy pamiętać i przywoływać ich służbę, wiarę i dzieło. Ale ich już wśród nas nie ma. Posiadamy piękne kościoły o zabytkowym znaczeniu. Ale są puste – z kilkoma w oddali siedzącymi wiernymi. Dysponujemy plebaniami, w których nie ma kto mieszkać.

Namawiam zatem, by nie patrząc na statystyki – dopóki jesteśmy, żyjemy i jeszcze jesteśmy wstanie wspólnie coś zdziałać – do realnego i uczciwego spojrzenia w przyszłość. Do zrobienia rachunku: nie historycznego, matematycznego czy statystycznego, ale realnego. I do odpowiedzialnego spojrzenia w przyszłość naszych malutkich parafii.

Co jest nam potrzebne? Jaki mamy administracyjny cel? W jaki sposób chcemy opowiadać o Chrystusie? Jak przekonamy do oddania Mu swojego życia współczesnego człowieka, który otwarcie pokazuje swoim nieuczestniczeniem, że nie chce i nie rozumie współczesnego Kościoła i form zwiastowania Ewangelii? Manifestuje, że nie potrzebuje Boga. Jest w błędzie. Człowiek potrzebuje Boga, ale trzeba mu pomóc to zrozumieć i pomóc mu Boga odnaleźć.

Oczywiste jest, że Kościół, o którym teraz piszę, to Boży element naszej doczesności. To Wszechmądry, znający przyszłość Bóg go tworzy. Ale czy pamiętamy, że Bóg działa tu także przez nas. Możemy więc pomóc w realizowaniu nowych zadań wśród Jego ludu, tworzeniu nowej ewangelizacji i nowego Kościoła. Potrzebujemy tego. Tylko musimy mieć wiarę, nadzieję i cel.

ks. Ryszard Pieron

Zwiastun Ewangelicki nr 15-16_2025.

inne wpisy

Zmiany – czy wszystkie nam służą?

Trwa w naszym Kościele wśród wiernych i księży dyskusja o wprowadzanych różnych porządkach nabożeństw. Podczas wakacji, przy okazji wypoczynku czy wycieczek uczestniczyliśmy w wielu nabożeństwach,

Czyściec za edukację

Biskupi rzymskokatoliccy odezwali się tak, że „szczęka opada”. Nowy przedmiot szkolny ma według nich szkodzić zbawieniu – przybliża tę wypowiedź portal www.wyborcza.pl. Traktując dosłownie to,

(Nie)istotne szczegóły

– czyli o tożsamości i formach pobożności O tożsamości ewangelickiej napisano już dużo i jeszcze napisane zapewne zostanie wiele. Chciałbym zatem zwrócić uwagę na drobne

Wiara nie jest z paragrafów

I stało się. W poprzednim felietonie nawoływałem do pójścia na wybory i wzięcia udziału w obywatelskim obowiązku wyboru Prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej. I tak się stało.

Najważniejsze

Przed nami wybory prezydenckie. Nie chcę twierdzić, że są to kolejne najważniejsze wybory od czasów przełomu społeczno-politycznego 1989 roku, bo przyzwyczailiśmy się do tego rodzaju

A może też o to chodzi?

Od ponad trzech miesięcy, od kiedy w USA rządy objął nowy prezydent i działa nowy republikański rząd, z niepokojem zaglądam rano do Internetu, aby z

Co dalej?

W dniu, w którym piszę ten tekst, podpisane zostało rozporządzenie Ministra Edukacji zmieniające rozporządzenie w sprawie warunków i sposobu organizowania nauki religii w publicznych przedszkolach

Miejsce pamięci i przestrogi

Minione stulecie było czasem skrajności. Obok haseł radykalnie lewicowych pozytywny odzew społeczny odnosiły też hasła skrajnie prawicowe, nacjonalistyczne. Efektem były wojna i ludobójstwo. Nie można

Święta każdego dnia

Nie trzeba być uważnym obserwatorem życia społecznego w naszym kraju, aby zauważyć, że przed świętami, jakoś tak nagle i wyjątkowo, i zauważalnie stajemy się lepsi.