Rozpoczęliśmy kolejny czas pasyjny. Czas zadumy, refleksji, może i troski o nasz ziemski Kościół, który tworzymy i w którym jesteśmy jako społeczność świętych. Tak wyznajemy, o tym jesteśmy przekonani. Tyle wstępu.
Internet, wraz z upowszechnieniem sztucznej inteligencji całkowicie nami zawładnął. Wszechogarnia już nas dostępną informacją, rozrywką, możliwościami towarzyskimi na odległość, realizowanymi przez media społecznościowe.
Podsuwa nam coraz więcej atrakcji, ale także uzależnia od siebie oraz zabiera nam czas. A co najgorsze – staje się powoli niestety, nie tylko bożkiem – ale bogiem. Ten bóg czy tylko bożek internetowo-telefoniczny jest atrakcyjny codziennie inaczej, umie sprostać naszym oczekiwaniom i potrzebom, stał się już doskonałym przyjacielem, lekarzem i doradcą, a bywa, że i duszpasterzem. Jest dostępny o każdej porze dnia i nocy, i zawsze z nową ciekawą ofertą, zawsze gotowy, by nam towarzyszyć, być na każde wezwanie i logowanie. Wielu z nas do Kościoła uczęszcza i modli się do żywego Boga niestety już tylko za pośrednictwem Internetu, uważając, że nie potrzebuje już kontaktu z żywym człowiekiem – współwyznawcą i odrzuca społeczność.
Nie jest tajemnicą, że nie jestem wielkim zwolennikiem innowacji i zmian w porządku nabożeństwa. I że uważam także, że nie na konkurowaniu parafii z propozycjami z nieparafialnej przestrzeni publicznej należy budować pobożność i religijność wiernych. Zdaję też sobie sprawę, że nabożeństwa, spotkania parafialne czy lekcje religii organizowane dla kilku osób w parafii w diasporze wielce atrakcyjne nie są – i być nie mogą. Nie tylko ja zauważam, że coraz mniej zainteresowanych parafian bierze w nich udział. Starzejemy się jako społeczność, dzieci rodzi się coraz mniej, co widać na zdjęciach publikowanych na różnych stronach czy w informatorach. Chcielibyśmy, aby życie parafialne wyglądało i toczyło się jak przed laty, ale tak nie jest. Kościół przestał być w swojej ofercie atrakcyjnym dla współczesnego, szczególnie młodego człowieka. Oczywiście niektórzy po przeczytaniu tych słów oburzą się i powiedzą: „Jak to, jak ksiądz tam może pisać i uważać? Przecież chodzi o Boga, Jego zbawczy czyn, o Kościół!”. To prawda. I zgadzając się z tym oburzeniem, niestety jednak postawię tezę, że Kościół nie ma oferty dla wiernych na teraz. A współczesny, zachodni chrześcijański świat, którego i my jesteśmy częścią, dał się omamić i uwierzył w samego siebie. Uważa, że do tego, by było mu dobrze, nie potrzebuje Boga. Ale może się mylę.
Zapytam raz jeszcze. Jaką ofertę ma ewangelicki Kościół dla człowieka 14–20-letniego i dla starszego, i dla młodszego. Parafie nie będą nigdy atrakcyjne, choćby organizowały jakieś wydarzenia co dnia. To prawda, kilka osób skorzysta i dobrze. I na pewno o to chodzi. Ale co z tymi tysiącami ludzi, którzy nie przychodzą? No więc, czy rzeczywiście Kościół ma startować w konkursie ofert? A może takiej oferty różnych atrakcji nie potrzebuje, nie musi jej mieć?
Uważam, że nasz Kościół ma to, czego nie umie dać człowiekowi współczesny kolorowy świat. Kościół, poszczególne niewielkie parafie, mają możliwość i przestrzeń, by dać człowiekowi ciszę i nadzieję. Wśród osób będących w parafii każdy może znaleźć prawdziwego, a nie cyfrowego przyjaciela. Uważam, że nie chodzi o liczbę zaproponowanych spotkań czy inicjatyw, chodzi o to, by w parafii – jak dawniej, tak i teraz – można było zastanowić się nad własnym życiem, nad relacjami między nami a Panem Bogiem. Parafia to nie dom kultury czy katedra naukowa. Parafia to miejsce, w którym mamy dobrze i bezpiecznie się czuć, czuć się zaopiekowanymi, żyjąc w tym biegnącym coraz szybciej, zagubionym, bez wartości, wojennym świecie.
Oferta. Co możemy sobie dać? Możemy dać siebie, troskę o siebie nawzajem, możemy wspólnie wzmacniać swoją wiarą i obdarzać się dobrym spojrzeniem. To jest współczesne wyzwanie dla chrześcijan. Być koło drugiego na żywo, nie przez smartfona, nie przez monitor komputera – namacalnie – i po prostu być. W pokorze razem składać ręce do modlitwy, wspólnie czytać Ewangelię i cieszyć się nią.
ks. Ryszard Pieron
Zwiastun Ewangelicki nr 5-2026.


