– czyli o tożsamości i formach pobożności
O tożsamości ewangelickiej napisano już dużo i jeszcze napisane zapewne zostanie wiele. Chciałbym zatem zwrócić uwagę na drobne szczegóły, może dla wielu nieistotne, wręcz nie warte wspominania. Ale dla wielu przyzwyczajonych od pokoleń do własnych form pobożności mogą być ważne.
Do napisania tych słów skłoniły mnie zasłyszane rozmowy o różnych nowych kościelnych formach i zwyczajach, jeszcze kilka lat temu nie do przyjęcia, dziś zadomowionych w naszej ewangelickiej pobożności. Uważam, że nie można o nich mówić czy myśleć w kategoriach: dobre – złe, ale po prostu inne. Jednak ewangelikom, zwłaszcza w starszym wieku, kojarzą się bardziej z Kościołem Rzymskokatolickim. Zauważyć trzeba, że dla wielu są trudne do zaakceptowania, bo burzą ich spokój serca i łamią ich wyuczoną, i odczuwaną tożsamość.
W cieniu Wielkiego Brata
Czy tego chcemy czy nie, większość z nas na nowe formy liturgiczne i inne zmiany zachodzące w Kościele zwraca uwagę w kontekście polskiej rzeczywistości małego diasporalnego Kościoła. Za granicą zapewne nikt nie zwróciłby uwagi na takie „ekumeniczne” szczegóły, ale dla polskich ewangelików stają się ważne, bo są związane z ich tożsamością. Zdecydowana większość z nas religijnie ukształtowana i wychowana wyznaniowo została na zauważalnych i powszechnie istniejących różnicach między Kościołami: Rzymskokatolickim i Ewangelicko-Augsburskim. Zwracano nam, dorastającym ewangelikom, uwagę na inną teologię, inne zachowania, gesty i na inaczej brzmiące liturgiczne zwroty, inne nazwy, określenia itd. Wielu z nas, w tym i ja, piszący te słowa, ukształtowaliśmy swoją tożsamość wyznaniową w oparciu o różnice wyznaniowe, zamiast na tym, co posiadamy wspólnego. To rzecz jasna źle, ale trzeba uczciwie przyznać, że tak było. To po prostu naturalne, że w chwilach zagrożenia i strachu przed wchłonięciem przez Wielkiego Brata, właśnie te niby drobiazgi stają się istotne, a czasami kluczowe.
Wydaje się, że coraz więcej osób w naszym ewangelickim środowisku, jest wyczulonych na częste stosowane „nowych”, przez wielu kojarzonych jako katolickie, form pobożności. Otwarcie o tym się nie rozmawia, bo przecież nie jest to najważniejsze. Raczej nikt nie zwróci uwagi księdzu, że coś innego, nowego wprowadził do nabożeństwa. Wprowadził – to wprowadził, trudno. Wydaje się jednak, że pewne określenia, zachowania czy zwroty nadal mają wpływ na ugruntowanie tożsamość albo na jej chwiejność, zagubienie, gdy już do końca nie wie się, kim się jest.
Co jest nam bliższe
Chciałbym teraz przywołać wybrane sformułowania i zachowania od kilku lat coraz bardziej obecne w naszej kościelnej przestrzeni. Czytając ten tekst sami odpowiecie sobie w sercu i w zgodzie z własnymi przemyśleniami, co jest wam bliższe.
Zatem, teraz o tym, co dzieje się w budynku kościelnym i w trakcie nabożeństwa. To jak teraz robimy:
Czy zwyczajne, nieświąteczne nabożeństwo rozpoczyna się od procesjonalnego wejścia duchowieństwa i wprowadzenia oświetlonej świecami Ewangelii i krzyża, czy od powitania i wezwania w imię Trójjedynego Boga? Nabożeństwo kończy się Bożym błogosławieństwem, a może rozesłaniem wiernych: „Idźcie w pokoju Pańskim”. Nabożeństwo się odprawia, czy sprawuje się służbę kościelną? Odmawia się Credo czy Wyznanie wiary? Po czytaniach Starego, Nowego Testamentu mówi się „Oto Słowo Boże”, czy „Błogosławieni są ci, którzy Bożego Słowa słuchają i strzegą”, a po czytaniu Ewangelii: „Bądź pochwalony Panie Jezu” czy „Oto Słowo Pańskie”.
Przed czytaniem Ewangelii ksiądz robi powszechnie zauważalny znak krzyża czy niekoniecznie? Biblia leżąca na ołtarzu, jeśli ten jest wysunięty do przodu, jest zwrócona do ludu Bożego czy do odprawiającego nabożeństwo, właściwie czy cały ołtarz jest zwrócony do wiernych, czy odprawiającego, a duchowny stoi za nim, czy przed nim?
W tradycyjnym nabożeństwie jest zmawiana litania modlitewna bądź czytanie tekstów na przemian przez zbór i lektorów, czy raczej czytania biblijne i modlitwy przynależą do duchownego prowadzącego nabożeństwo? A modlitwy ksiądz i wierni zmawiają ze złożonymi rękami czy z rozwartymi i podniesionymi?
Uczyliśmy się, że są Księgi Mojżeszowe, a nie nazywane po łacinie, językiem przedreformacyjnym: Genesis czy Exodus. Zawsze też mnie uczono, że w kościele ewangelickim nie ma tabernakulum, w którym przechowuje się najświętszy sakrament i że nie praktykujemy adoracji ołtarza czy ołtarzowego krzyża przez ukłon lub uklęknięcie ze znakiem krzyża, gdy przechodzimy naprzeciw lub wkoło. To dlaczego obecnie wielu duchownych przechodząc przed ołtarzem kłania mu się? Nie wiem. I na pewno nie jest to modlitwa przed kazaniem.
Społeczność z Bogiem i bliźnimi
No i jak to jest: przystępujemy do Stołu Pańskiego, do Wieczerzy Pańskiej, Komunii Świętej czy do Eucharystii? Nabożeństwo jest połączone ze spowiedzią i Komunią Świętą, czy jest to już dla nas nabożeństwo eucharystyczne?
A konsekrując dary, duchowny wysoko podnosi opłatek i go łamie, aby wszyscy widzieli, czy raczej nie. Podobnie z kielichem, podnosi go pokazując wiernym, czy nie. Sam sobie udziela Komunii Świętej – czy raczej nie. Stosujemy tzw. podniesienie, w trakcie którego wierni klęczą, czy nie.
Wieczerza Pańska udzielana jest w formie statycznej, nie spacerowej, nie „z doskoku”. W trakcie przyjmowania Prawdziwego Ciała i Prawdziwej Krwi Chrystusa, przyjmujący z zasady klęczą lub stoją w zależności od budowy ołtarza. Po osobistej cichej modlitwie i po zakończeniu przez wszystkich zgromadzonych przy ołtarzu przyjmowania Sakramentu Wieczerzy Pańskiej, po przekazaniu przez duchownego błogosławieństwa (niekoniecznie) przyjmujący robią znak krzyża i odchodzą, jeśli jest to możliwe obchodząc ołtarz.
Ważnym elementem Komunii Świętej jest społeczność w modlitwie z Bogiem, a poniekąd także społeczność z bliźnimi również przyjmującymi ten sakrament. Podczas Wieczerzy Pańskiej nie chodzi tylko o podejście do ołtarza, aby otrzymać komunikanty, niezbędna jest modlitewna, duchowa społeczność. Obserwując współczesne formy dystrybucji pytam: a może ona nie jest potrzebna, już nie wiem!?
Nie mamy służby kościelnej, szafarzy i usługujących przy ołtarzu. Albo mamy. W naszym Kościele chyba nie ma kapłanów i arcykapłanów, bo na ołtarzu nie składamy ofiar i dlatego mamy niedzielne i świąteczne nabożeństwo, a nie mszę świętą, czyli ofiarę przenajświętszą – powtórzenie śmierci Chrystusa i uobecnienie jej.
Nieuchronność zmian
Można by wskazać jeszcze wiele nowości, które zadomowiły się zmieniając nasze zwyczaje i tożsamość. Zapewne, jak już wspomniałem, we własnych sercach niektóre zwroty, sformułowania i myśli będą wam bardzo bliskie, a niektóre, śmieszne. Jedne będą się wam podobały, inne nie. Ale to wszystko, co wymieniłem i to wszystko, co nie zostało tu wymienione, dla wielu współwyznawców w różnych częściach naszego Kościoła w Polsce świadczy o ich indywidualnej tożsamości. Nieco różnej dla młodego i dla starszego pokolenia – i dotyczy to zarówno duchownych, jak i wiernych. Zatem „Do widzenia”, a może po nowemu: „Szczęść Boże”.
ks. Ryszard Pieron
Zwiastun Ewangelicki nr 13-14-2025.


