– czyli refleksje wokół SAFE
Słowo SAFE od kilku tygodni jest najczęściej używanym słowem w toczonej obecnie politycznej dyskusji na temat obronności i wyposażenia armii. Słyszymy sprzeczających się polityków, mówiących o trwających wojnach i o bezpieczeństwie dla naszego kraju. Słyszymy o zbrojeniach i zakupach broni za wielkie kwoty – pożyczone na wiele lat. Pożyczka ma być spłacana przez kolejne pokolenia. W tym kontekście o wierze w Boga i religijnych zasadach mówi się niewiele albo w ogóle.
Jednak pamiętać trzeba, że większość polityków i komentatorów, dziennikarzy, to ludzie wierzący, bardziej bądź mniej związani z Kościołem oraz uznający i szanujący kościelne dogmaty. Zapewne, każdy z nich postrzega i rozumie też nadchodzący życiowy kres swoich dni i życiowe zadanie – jak uważa w swoim sercu – które ma polecone do wykonania przez Boga. Wierzy w Boga, tak jak został nauczony i wychowany. To ma wielki wpływ, choć nikt do tego się publicznie nie przyznaje i przyznać nie może, na podejmowanie poszczególnych ważnych decyzji, bo oprócz zgodności z prawem obowiązującym w naszym kraju, są one podejmowane przede wszystkim w zgodzie z własnym sumieniem i kościelnymi zasadami.
Wsłuchując się w dyskusję w mediach, a dla pełnego obrazu słucham i tych bardziej liberalnych i tych nacjonalistycznych, zauważam, że dobrze można zrozumieć istotę strachu przed dopuszczeniem w przestrzeń społeczną reformacyjnych światłych idei. Ten strach zaistniał u religijnych konserwatystów już w czasach Reformacji. Wówczas, ponad 500 lat temu, środowiska przeciwne reformom, czyli naprawie ówczesnego Kościoła i polepszenia losu społeczeństwa, były przerażone i robiły wszystko, by nie dopuścić do postrzegania świata przez wiernych w inny sposób, jak tylko przez pryzmat nauki i doktryny Kościoła związanego z Rzymem.
Dlatego obserwując dziś polityczne dyskusje, warto pamiętać, że Reformacja, oprócz teologicznych zasad, wpłynęła na zmianę postrzegania sumienności, prawdomówności, uczciwości, stosunku do pracy itp. Z czasem wywarła wpływ na tworzone prawodawstwo i zasady życia społecznego. A ich przekazywaniem i wychowaniem ówczesnego człowieka zajmowali się duchowni, katecheci, nauczający zgodnie z własnym wyznaniem. Ale konserwatywni politycy – choć nie wiem dlaczego – prezentują antyrozwojowe społecznie i skrajnie nacjonalistyczno-konserwatywne poglądy. Łatwo można to zauważyć, śledząc wypowiedzi polskich konserwatywnych polityków dotyczące programu SAFE.
Zapewne się mylę – oby! Ale słuchając tych wypowiedzi, można wyciągnąć wnioski i rozumieć wypowiadane niektóre myśli w następujący sposób, że właściwie nieważne jest bezpieczeństwo i racjonalne dokapitalizowanie do aktualnych potrzeb naszych sił zbrojnych. Najważniejsza jest głośno wypowiadana teza: „To jest złe, bo to jest związane z Unią Europejską”. W domyśle – czyli z tą przestrzenią obywatelską państw i narodów, w której nacjonalizm i ograniczenia podstawowych praw człowieka nie mają zastosowania. Strasząc nimi i przywołując naszego zachodniego sąsiada, powiada się w dyskusji dalej, że związanie się długoterminową pożyczką przeznaczoną na dozbrojenie naszego wojska służyć będzie „niedobrym Niemcom”. Nasz sąsiad staje się symbolem demonizowanej Unii Europejskiej i już nikt nie dopowiada, że my, Polska, też jesteśmy częścią tej samej Unii. Tego ponadpaństwowego organizmu, skąd na świat rozlewa się kultura, charytatywna pomoc, racjonalna gospodarka, dzięki któremu wybudowano i nadal buduje się w polskich miastach nowoczesne fabryki itp. To dzięki Unii posiadamy sieć autostrad – o tym się nie wspomina. W zamian krytykuje się, że w krajach Unii Europejskiej dopuszcza się wiele – niemożliwych przecież do zaakceptowania w naszym religijnym, „uświęconym” kraju – międzyludzkich relacji i prawnych regulacji.
Nie jestem ekonomistą i nie znam się na dozbrajaniu armii. Ale zaproponowane polskie rozwiązanie dozbrojenia naszego wojska kojarzy mi się z praktykami z czasów PRL-u. Wtedy drukowano miliardy złotych, by utrzymać gospodarkę i dozbroić armię. Wiemy, jak to się skończyło. Dzisiaj chyba też pojawia się idea drukowania pieniędzy i co gorsza, sprzedaży złota – naszego narodowego zabezpieczenia, które gromadziliśmy jako społeczeństwo latami na tzw. czarną godzinę.
Chociaż nie zbroimy się na wojnę, ale po to by wzmocnić obronę, aby odstraszyć potencjalnych atakujących, nie przemawia do mnie rozpoczęty na nowo światowy wyścig zbrojeń. Po II wojnie światowej doprowadzono ostatecznie do rozbrojenia. Pomimo wielu napięć, rozbieżności politycznych i społecznych – utrzymano pokój, który trwał ponad 80 lat. Chciałbym, aby taką szansę miały następne pokolenia.
Ale dla niektórych polityków to nie jest ważne. To nieistotne, że przyszłe pokolenia będą żyły w biedzie. Zapewne tych, którzy dzisiaj podejmują polityczne decyzje wpływające na przyszłość pokoleń – już nie będzie wśród żyjących. Mam wrażenie, że teraz nie chodzi o bezpieczeństwo, ale przede wszystkim o utrzymanie kościelnych wpływów i zasad, w których zostali wychowani. Wydaje się, że polityka i obecna sytuacja w kraju jest ważniejsza przy ustalaniu doraźnych celów niż długofalowe bezpieczeństwo obywateli.
ks. Ryszard Pieron
Zwiastun Ewangelicki nr 6-2026.


